Archiwum dla Marzec 2010


Głodówka w dziejach ludzkości

Marzec 11th, 2010 — 7:57pm

Glodówka wymaga wielkiej stanowczości i sily woli, to walka umysłu z ciałem.

przyjrzymy się historii ludzkości, zauważymy wyraźnie dwa podejścia problemu zaprzestania jedzenia.

Głodówka w dziejach ludzkości

Równowaga

Pierwsze podejście jest negatywne. W dziejach ludzkości znajdziemy masę przy­kładów śmierci głodowej spowodowanej brakiem jedzenia. Są to pomory wskutek nieurodzaju, śmierć rozbitków na morzu i wiele innych przypadków, kiedy czło­wiek ginął z braku lub niedostatku żywności. Poza tym każdy, kto zostaje bez po­żywienia, czuje w mniejszym lub większym stopniu dyskomfort. Własne doświad­czenie mówi nam: bez jedzenia jest źle, kręci się w głowie, ubywa sił itd. W taki właśnie sposób ukształtował się i mocno zakorzenił w świadomości każdego czło­wieka negatywny stosunek do przymusowego zaprzestania jedzenia.

Podejście drugie jest przeciwstawne do pierwszego i dlatego wywołuje zdziwie­nie. Okazuje się, że istnieją liczne przykłady dobrowolnej rezygnacji z przyjmowa­nia pożywienia w celu doskonalenia duchowego i pozbycia się poważnych chorób. Historia ludzkości pełna jest takich przykładów.

Mędrcy odległych czasów doskonale wiedzieli, że człowiek stanowi zbiór okre­ślonych rodzajów energii, które znajdują się względem siebie w określonych pro­porcjach – harmonii (tworzą strukturę informacyjno-energetyczną człowieka, którą nazwałem postacią polową). Kiedy z jakichś powodów następuje zachwianie tej harmonii, powstaje choroba. Rodzaj choroby tłumaczono stłumieniem lub nadmia­rem odpowiedniej energii (która zniekształca normalną postać polową człowieka).

W swoim czasie Leonardo da Vinci mówił:

„Trzeba zrozumieć, czym jest człowiek, czym jest życie, czym jest zdrowie, i jak równowaga, harmonia żywiołów je umacnia, a ich niezgoda niszczy je i gubi”.

Te słowa były, są i będą prawdziwe dla każdego człowieka, który pragnie być zdrowy.

Głodówkę uważano za najlepszy sposób na przywrócenie harmonii energetycz­nej organizmu. Oto zalecenia starego tybetańskiego traktatu medycznego „Błękit­ny beryl” jak przeprowadzać głodówkę i w jakich chorobach najlepiej ją stosować.

jęczeniu «wycieńczeniem» poddaje się chorych na niestrawność, spożywają­cych dużo tłuszczu, cierpiących na zesztywnienie bioder, przeziębienia, zropienia wewnętrzne, podagrę, reumatyzm, choroby śledziony, gardla, głowy, serca, krwa­we biegunki i wymioty, ociężałość ciała, utratę apetytu, zatrzymanie moczu, oty­łość.

Choroby związane ze zwiększeniem ilości «żółtej wody», «flegmy» u mężczyzn w rozkwicie sił należy leczyć w pierwszej połowie zimy trzydniową głodówką. Sła­bych pacjentów trzeba zmęczyć głodem i pragnieniem, ile wytrzymają, a potem da­wać im lekkie i łatwo przyswajalne pożywienie, na przykład tsambu i kasze. Dla osób o przeciętnej sile korzystne są środki lecznicze stymulujące ciepłotę ciała (żo-

łądka) i poprawiające trawienie. Silnym pacjentom potrzebny jest znaczny wysiłek, powodujący pocenie się. W zależności od tego, co jest dla kogo odpowiednie, jako zabiegi lecznicze zaleca się: przyżeganie, kompresy, kąpiele lecznicze i puszczanie krwi. Podczas leczenia «wycieńczeniem» istotną rolę odgrywa «uspokojenie» i «oczyszczanie». «Uspokojenie» polega na równoważeniu rozchwianych »żywio-łów« (zasad życiowych lub pól energetycznych -przyp. aut.) Osiąga się je poprzez wyznaczoną dietę, określony tryb życia, leki oraz zabiegi. «Oczyszczanie» przepro­wadza się za pomocą środków wymiotnych oraz poprzez lewatywy i substancje roz-walniające. Przy chorobach naczyń należy oczyszczać również naczynia. W wyni­ku serii zabiegów «uspokajania» i «oczyszczania» poprawia się działanie narzą­dów zmysłów, znika uczucie ciężkości w całym ciele, pojawia się apetyt, ustępuje apatia, zadyszka itp. Nadmierne leczenie «wycieńczeniem» prowadzi do wyczerpa­nia sił, wychudzenia, zawrotów głowy, bezsenności, utraty apetytu, bólów w gole­niach, kościach udowych, kości ogonowej, bólów głowy i serca. Pacjent zaczyna gorączkować, pojawia się zrywanie na wymioty. W takim wypadku korzystne będzie przeprowadzenie «odkarmiania» „.

Jedną z istotnych właściwości zaleceń starożytnych (głównie ajurwedyjskich) dotyczących przeprowadzania głodówki było zindywidualizowane podejście. Opierało się ono na założeniu, że organizm każdego człowieka zawiera^łasną pro­porcję energii (w terminologii ajurwedyjskiej – „prakryti”), która podczas postu w taki czy inny sposób się zmienia. Wychodząc z tego założenia, każdemu zaleca­no indywidualny czas i warunki przeprowadzania głodówki.

Z otaczającego nas Wszechświata stale dochodzą rozmaite rodzaje promienio­wania, które swoją energią zniekształcają bądź umacniają postać polową człowie­ka. Starożytni mędrcy zalecali walkę z tym zjawiskiem za pomocą głodówki. Ze względu na to, iż charakterystyki promieniowania były związane z przestrzenią (którą dla przejrzystości oznaczano znakami zodiaku), planetami oraz pewnymi in­nymi właściwościami Kosmosu, zalecano, co później utrwaliło się w formie reli­gijnej, wstrzemięźliwość w jedzeniu – post – w dniach, kiedy planeta aktywizowa­ła określony znak, stopień zodiaku. Cała nauka o postach oparta była na właściwo­ściach energetycznych człowieka, Kosmosu i ich wzajemnym oddziaływaniu. Tak właśnie powstały zalecenia przeprowadzania głodówki w dniach „ekadaszi” (szczególne dni w cyklu lunarnym u hindusów) oraz w określonych porach roku (posty w religiach muzułmańskich, chrześcijańskich).

W dawnych czasach uważano, że post ma dobroczynny wpływ na ciało i duszę człowieka. Znakomita młodzież perska, a także spartańska musiała częstokroć przez długi czas wstrzymywać się od jedzenia i picia. Ilość posiłków u ludów sta­rożytnych była w ogóle ograniczona do dwóch dziennie. Persowie zaś, według He-rodota, najprawdopodobniej zadowalali się tylko jednym posiłkiem w ciągu doby, co i dziś można zaobserwować u niektórych ludów. Sokrates nazywał barbarzyń­cami tych, którzy jedli więcej niż dwa razy na dobę. Aż do wieków średnich dwa posiłki dziennie były zjawiskiem powszechnym. Wybitni i posiadający szczególnie uzdolnienia duchowe ludzie wszystkich czasów podkreślali, że w ciągu dnia wy­starczały im dwa, a w wielu przypadkach nawet jeden posiłek.

Znawca świata starożytnego Herodot, opisując Egipt, zauważał:

Egipcjanie, najzdrowsi ze wszystkich śmiertelników, co miesiąc przeprowadza­li przez trzy dni oczyszczanie za pomocą środków wymiotnych i lewatywy, uważa­jąc, że wszystkie choroby człowiek otrzymuje poprzez jedzenie”.

Ojciec medycyny – Hipokrates, pisał:

„Jeżeli ciało nie jest oczyszczone, to im bardziej będziesz je odżywiać, tym bar­dziej będziesz mu szkodzić „.

Podczas największego zaostrzenia choroby – kryzysu, w celu ulżenia choremu radził mu nie przyjmować pożywienia.

W czasach starożytnych wielu lekarzy zalecało głodówkę w celach leczniczych. Celsus wykorzystywał ją w leczeniu żółtaczki i epilepsji. Awicenna zalecał chorym stosowanie głodówki przez trzy-pięć tygodni.

W późniejszych czasach (XVI wiek) słynny lekarz Paracelsus twierdził, że gło­dówka jest najlepszym lekarstwem na wiele chorób.

Starożytni mędrcy dostrzegli również taką właściwość głodówki: wyostrzają się zdolności umysłowe człowieka. Greccy filozofowie Platon i Sokrates pościli regu­larnie po dziesięć dni w celu osiągnięcia bardziej wyostrzonego odbioru prawd du­chowych i utrzymania dobrej kondycji fizycznej. Pitagoras w celu poprawy swoich zdolności umysłowych przez egzaminami do Akademii Aleksandryjskiej pościł przez czterdzieści dni. Od swoich przyszłych uczniów wymagał, aby przez okre­ślony czas pościli. Dzięki takiej surowej selekcji studiowali u niego tylko ucznio­wie cierpliwi i uparci, którzy dzięki tym cechom byli zdolni do pojmowania praw natury, abstrakcyjnych wzorów matematycznych itp.

W późniejszych czasach fenomen głodu przyciągał wybitne umysły świata me­dycyny. Studiowano go, eksperymentowano i odkryto wiele właściwości, które pozwoliły określić, na czym polega jego moc uzdrawiająca, gdy jest prawidłowo stosowany i szkodliwość – gdy stosuje się go niewłaściwie.

Medycy rosyjscy wnieśli istotny wkład do rozwoju nauki o głodówce. Profesor Uniwersytetu Moskiewskiego Piotr Wieniaminow w książce „Słowo o postach ja­ko środku zapobiegającym chorobom” w 1769 roku pisał:

„Ludzie o słabej budowie wtedy znajdują się w dobrym stanie pod względem zdrowia, kiedy, poczuwszy słabość, po trochu ujmują ze swojego zwykłego pożywie­nia, a w jeszcze lepszym stanie bywają, kiedy wcale przez jakiś czas, wedle swoich możliwości, nie przyjmują go i zawierają z żołądkiem pewien rozejm, a on po takim odpoczynku nabiera sił i dla poprzednio przyjmowanego pożywienia, i trawienie je­go staje się łatwiejsze „.

W 1822 roku profesor Uniwersytetu Juriewskiego L. Struwe aktywnie propago­wał ideę głodówki leczniczej, zalecając ją w przypadku licznych chorób.

Profesor Uniwersytetu Moskiewskiego I. Spasski z powodzeniem stosował gło­dówkę w leczeniu niektórych uporczywych chorób przewlekłych. Tak na przykład, w artykule napisanym w 1834 roku stwierdzał:

„Głodówka, ograniczając i zmieniając odżywianie, równoważy w ten sposób wiele zaburzeń w procesie wzrostowym organizmu, i w tym sensie stanowi wspa­niały środek na różne uporczywe choroby przewlekłe”.

W latach 1887-1888 w szeregu czasopism pojawiły się artykuły lekarza-ekspe-rymentatora z Ałma Aty N. Zelanda na temat głodówki dozowanej – opisywał on wpływ głodówki na zwierzęta i na niego samego.

Poddawane okresowym głodówkom kury stawały się cięższe i odporniejsze od tych, których nie głodzono. Koguty stawały się bardziej wytrwałe w walkach i le­piej znosiły zimno.

Do własnej głodówki zmusiły Zelanda okresowo pojawiające się silne bóle, które dokuczały mu od wczesnego dzieciństwa i wraz z upływem lat wzmagały się i stawały się coraz częstsze. Dodatkowo niepokoiło go przygnębienie, które czasa­mi go nachodziło i osłabiało jego ciało i duszę. Z tym wszystkim walczył za pomo­cą głodówki. Oto, jak opisuje swoje działania.

,f rzeź jeden dzień w tygodniu, a ściślej, przez około 36 godzin nic nie jadłem i nie piłem, i tak było mniej więcej pół roku. Jak można się było spodziewać, w tych dniach bóle początkowo się nasilały, ale później następowała widoczna poprawa. Co zaś mnie cieszyło i utwierdzało w moich zamiarach, to wspaniała poprawa na­stroju: za każdym razem na drugi dzień po głodówce czułem się tak ożywiony i pe­łen nadziei jak piętnastolatek. W największe letnie upały często wyznaczałem sobie – zamiast dni głodówek – dni pragnienia, przy czym celowo wzmagałem pragnie­nie słonymi potrawami i długimi spacerami w słońcu. Działanie było takie same. Kiedy zauważyłem, że moje zdrowie się poprawia, przeszedłem na lżejszą formę wstrzemięźliwości – powstrzymywałem się od jedzenia i piąta do godziny 8-9 wie­czorem, a następnie do 5-6, i na tym poprzestałem. Jeszcze i teraz, po 15 latach, mam zwyczaj raz w tygodniu wypijać rano szklankę herbaty lub kakao bez pieczy­wa, a potem do piątej po południu nic nie jem. Już pod koniec pierwszego roku mo­jej kuracji głodowej bóle głowy pojawiały się raz na 6 tygodni, a później raz na 2-3 miesiące i tak zostało; obecnie dokuczają mi nie częściej niż w dzieciństwie. Dzię­ki tej kuracji nie tylko nastąpiła radykalna zmiana w moim systemie nerwowym, lecz także poprawiło się moje ogólne samopoczucie, trawienie i skład krwi. Ta ku­racja może się komuś wydać dość szczególna, lecz na podstawie własnego do­świadczenia dodam, że jest ona również niełatwa. Raz lub dwa, dzień czy dwa po­gładzić się to jeszcze nic, ale przez cały rok nie jeść lub nie pić przez siódmą część każdego tygodnia – do tego potrzebna jest pewna umiejętność panowania nad so­bą. Jestem jednak przekonany, że żaden z przyjętych w medycynie naukowej spo­sobów leczenia nie jest w stanie wywrzeć nawet w połowie takiego wpływu na sy­stem nerwowy. Tak więc, jedynie ostra kuracja jest rzeczywiście ciężka, ale gło­dówka w lekkiej postaci, jaką praktykuję teraz, nie sprawia szczególnej trudności, zwłaszcza j es li w dniach głodówki będziemy wybierać sobie lekką pracę, która mo­że być dla nas rozrywką, a w takim przypadku uzyskujemy nadzwyczaj dobre rezul­taty. Wskutek moich doświadczeń i obserwacji stopniowo nabierałem przekonania, że głodówka zasługuje na uwagę nie tylko z punktu widzenia terapii, lecz także -nawet bardziej – z punktu widzenia higieny i pedagogiki.

Nasze zniewolone tytoniem i alkoholem społeczeństwo zaczyna obecnie przecho­dzić do zatruwania się narkotykami, coraz częściej zdradzając przygnębienie, prze­syt życiem; niektórzy jego członkowie kończą samobójstwem, a w jego łonie rodzą się całe pesymistyczne systemy jllozojlczne; społeczeństwo takie, samo tego nie

podejrzewając, cierpi w swoim rdzeniu na chorobę nerwową, i aby dojść do siebie, potrzebuje otrzeźwiającego przeciwdziałania „.

Najbardziej istotny wkład do nauki o głodówce wniósł profesor W. Paszutin (1902 r.) wraz ze swoimi uczniami. W wojskowej akademii medycznej Rosji Pa­szutin przeprowadził liczne eksperymenty na rozmaitych zwierzętach i w efekcie określił istotę fizjologiczną mechanizmów głodówki. Przedstawił naukę o stadiach głodówki, dającą podstawę do tego, by uważać W. Paszutina za twórcę fizjologicz­nej teorii głodówki. Nauka o stadiach procesu głodówki pozwoliła ustalić, że są one różne u różnych zwierząt i że nie wolno przekraczać ich granic, gdyż wówczas głodówka zamienia się z dobrodziejstwa w nieszczęście. Eksperymenty określiły korzystny z punktu widzenia fizjologii czas trwania głodówek, które przedłużają młodość i życie.

Na początku lat trzydziestych XX wieku duży wkład w naukę o głodówce wniósł A. Suworin. Był on jednym z potomków tych Suworinów, którzy posiadali drukar­nie w Sankt Petersburgu. Interesował się badaniem wschodnich metod samodosko­nalenia i sposobów uzdrawiania, bez leków. Czytał hinduskie, tybetańskie, chiń­skie traktaty medyczne, poradniki ludowe, zachodnie książki o higienie. Suworin sam napisał i opublikował wiele prac (pod pseudonimem Aleksiej Poroszyn); naj­bardziej znane to „Uzdrawianie głodem i dietą”, „Leczenie głodówką”. „Praktyka głodówki”.

Po wojnie domowej w Rosji Suworin wyemigrował do Jugosławii, gdzie długo żył w biedzie i postanowił wydać jedną ze swoich książek. Wydawca nie chciał podzielić się pieniędzmi z emigrantem i na podstawie fałszywego donosu Suwori-na zamknięto w więzieniu, bez śledztwa i procesu sądowego. W więzieniu podjął głodówkę. „Chcę odmłodnieć i odnowić swoje starzejące się siły” – tak tłumaczył swoją decyzję. Wtedy właśnie informacje o nim dotarły do wyższych instancji pra­wnych Jugosławii. W 35. dniu głodówki Suworinowi dano szansę samodzielnego bronienia się w sądzie. Wygrał proces i przedłużył głodówkę do 42 dni. Otoczenie Suworina mogło obserwować nie tylko proces głodówki, lecz także odnowienie organizmu po jej zakończeniu. Rezultaty były imponujące. Cudowną moc głodów­ki postanowili wypróbować na sobie i naczelnik więzienia, i jego pomocnik, i licz­ni nadzorcy. Beznadziejnie chorzy ściągali do niego ze wszystkich stron kraju.

Suworin rozwinął aktywną działalność związaną z leczeniem głodówką. Kore­spondował z dziesięcioma tysiącami czytelników, którzy za pomocą głodówki sa­modzielnie leczyli się z najróżniejszych chorób. Spośród dziesięciu tysięcy osób, które pościły pod jego kierunkiem (w większości przypadków korespondencyjnie) i wśród których było wiele osób ciężko chorych, zmarły tylko cztery, podczas gdy przy leczeniu innymi metodami śmiertelność była nieporównywalnie większa.

Suworina zaproszono do Francji, aby wprowadził swoją metodę na szeroką ska­lę w praktyce medycznej. Ale z jakichś powodów sprawa przeciągała się. Pozo­stawszy bez środków do życia, samotny w obcym kraju Aleksiej Suworin otruł się gazem. Jego śmierć przyspieszyła wprowadzenie metody głodówki do praktyki leczniczej Francji, gdzie powstała wspaniała szkoła głodówki.

Książki Suworina, wydawane po rosyjsku w Jugosławii, przywożono na terytorium zachodniej Białorusi. Tutaj w latach trzydziestych XX wieku pojawili się na­stępcy A. Suworina. Jeden z nich – M. Ziazula – leczył najcięższe postacie gruźli­cy według metody opisanej w książkach Suworina. Wyznaczał chorym serie gło­dówek z krótkimi przerwami na odżywianie. Łącznie w ciągu jedenastu miesięcy chorzy pościli ponad sto dni, ale za to całkowicie zdrowieli. Na podstawie tej me­tody opracowana została przez Gieorgija Aleksandrowicza Wojtowicza metoda głodówki frakcyjnej.

Obecnie największe doświadczenie praktyczne w stosowaniu głodówki leczni­czej w Rosji ma Jurij Siergiejewicz Nikołajew. Stworzył on szkołę przygotowują­cą specjalistów w dziedzinie terapii głodówką („terapia dietą odciążającą” – roś. skrót RDT – razgruzocznaja dietotierapija – przyp. tłum.).

Głodówka znalazła bardzo szerokie zastosowanie wśród emigrantów z Europy, którzy osiedlili się w Ameryce Północnej. Oto co pisze Herbert Shelton o pionie­rach w dziedzinie badania i stosowania głodówki.

, f rzeź ponad 140 lat naturalni higieniści stosowali głodówkę jako środek służą­cy przywracaniu zdrowia, umożliwiający organizmowi szybkie wyleczenie się z chorób. Zdobyli wyjątkowo cenne doświadczenie kliniczne w tej dziedzinie. W re­zultacie ich działalności powstało głęboko uzasadnione przekonanie, że głodówka stanowi silę twórczą, którą można wykorzystać i rozwinąć w wyniku regularnego ćwiczenia w ciągu życia „.

Jednym z pionierów stosowania głodówki jako środka leczniczego w Ameryce w roku 1887 był amerykański lekarz Edward Dewey. Na podstawie własnej prak­tyki doszedł do wniosku, że ani leki allopatyczne, ani homeopatyczne nie mogą przynosić korzyści w przypadku ostrych zachorowań i że przy takich chorobach utrata wagi następuje całkowicie niezależnie od tego, czy chory był dobrze, czy źle karmiony. Stanowi gorączkowemu w każdym przypadku towarzyszy utrata wagi. Z pojawieniem się apetytu zawsze wiąże się odzyskanie sił – znów całkowicie nie­zależnie od tego, jak dużo pożywienia dostawał chory. Do takiej refleksji doprowa­dził lekarza przypadek pacjentki chorej na ciężką postać tyfusu. Przez trzy tygodnie pacjentka nie mogła przyjmować żadnego pożywienia, a mimo to przybrała na wa­dze. W 35. dniu pojawił się apetyt, który został zaspokojony. Do tego czasu tem­peratura powróciła do normy, a język stał się czysty.

Przypadek ten wywarł na doktorze Deweyu wielkie wrażenie. Od tego czasu za­czął on zalecać całkowitą wstrzemięźliwość pokarmową w przypadku wszelkich ostrych zachorowań, i, jak się okazało, zawsze z powodzeniem. Tak samo wyleczył swojego trzyletniego syna, który zachorował na dyfteryt.

Za pomocą głodówki Dewey wyleczył również opadłą z sił kobietę cierpiącą na ciężką postać reumatyzmu. W trakcie głodówki obserwował, jak choroba ustępuje, a bladożółta cera chorej nabiera zdrowych rumieńców. Po miesiącu chora była w stanie wyjść z łóżka, usiąść w fotelu. W 46. dniu kobieta mogła już samodziel­nie przejść przez kilka pokoi w swoim mieszkaniu, mimo iż tego dnia po raz pierw­szy od początku choroby z dużym apetytem zjadła zwykłą kanapkę. Po odbyciu głodówki przytyła o 18 kilogramów.

Zagadkowy charakter procesu głodówki wyjaśnił E. Dewey wówczas, gdy w jednym z podręczników do fizjologii zobaczył następującą tabelę ubytków w po­szczególnych tkankach ciała w przypadku śmierci głodowej (w %):

Tłuszcz                               97

Śledziona                          63

Wątroba                            56

Mięśnie                               30

Krew                                     17

Ośrodki nerwowe   O

Jak wynika z powyższego zestawienia, wszystkie tkanki w większym lub mniej­szym stopniu cierpią z powodu głodówki, z wyjątkiem mózgu. Biorąc za podstawę ten fakt, Dewey wywnioskował, że w ciele ludzkim nagromadzony jest duży zapas wcześniej przyswojonego materiału odżywczego, a mózg jest w stanie wykorzysty­wać ten materiał, kiedy brakuje innego pożywienia lub kiedy osłabione są zdolno­ści trawienne. W ten sposób mózg może pozostawać materialnie nieuszkodzony. Dzięki tej właściwości organizmu człowiek zachowuje aktywność umysłową na­wet w przypadku, gdy jego ciało zamieniło się niemalże w szkielet. Stąd Dewey wysnuwa wnioski, które poparte są obserwacjami: aby umrzeć z głodu, potrzeba nie dni, lecz tygodni i miesięcy. Ten czas jest znacznie dłuższy niż średni czas trwania ostrych zachorowań. Na dowód Dewey przytacza poniższe fakty.

Czteroletni chłopiec miał całkowicie zniszczony żrącym płynem przełyk i żołą­dek – nawet najmniejsza ilość jedzenia czy picia nie mogła dostać się do żołądka. Chłopiec zmarł w 75. dniu głodówki, zachowując do końca pełną świadomość, je­go ciało składało się jedynie z kości, więzadeł i cienkiej skóry.

Pewna kobieta wskutek paraliżu mięśnia umożliwiającego ruchy połykowe, spowodowanego apopleksją (wylewem krwi do mózgu), nie mogła przełknąć ani kropli, a zmarła dopiero po czterech miesiącach.

Fakty te zmusiły Deweya do spojrzenia na funkcję mózgu od innej strony. Za­czął rozumować w następujący sposób: od wczesnego rana do późnego wieczora siły organizmu stale się zmniejszają, niezależnie od tego, ile przyjęliśmy pożywie­nia. Jedynie sen umożliwia regenerację utraconych sił. Odżywianie nie może zastą­pić snu. Mózg, uważa Dewey, to nie tylko organ, który sam się odżywia, jest to prą­dnica, która sama ładuje się energią podczas snu i odpoczynku.

Pożywienie nie może być źródłem sił życiowych wówczas, gdy ośrodek ich wy­twarzania – mózg – jest sparaliżowany chorobą. A ponieważ procesy trawienia i przyswajania pożywienia wymagają zużytkowania tych sił, jasne staje się, że je­dzenie w okresie ciężkiej choroby tłumi energię życiową i utrudnia proces zdro­wienia. Zmagazynowanego w organizmie zapasu pożywienia (w postaci tłuszczu, mięśni oraz innych narządów i tkanek) wystarcza z nawiązką, aby w tym czasie odżywiać mózg. Zmuszanie chorego do jedzenia, kiedy nie ma on apetytu, ozna­cza pogłębianie jego choroby.

E. Dewey napisał książkę na temat głodówki, w której przedmowie znalazły się następujące słowa:

„Książka ta jest historią tego, co rozegrało się w sercu pewnego lekarza w trak­cie jego życia zawodowego. Zacząwszy swoją praktyką w nieświadomości, otoczo-

ny mgłą przesądów medycznych, doszedłem w końcu do mocnego przekonania, że tylko sama natura (za pomocą glodu) może leczyć choroby. Przedstawiona w tej książce metoda higieny (głodówka) jest oryginalna i rewolucyjna. Została szeroko wypróbowana w praktyce, a jej wartość lecznicza nie podlega dyskusji. Każdy wers tej książki napisany został w głębokim przekonaniu, że nadszarpujące zdrowie leki i charakterystyczne dla naszych czasów odżywianie chorych absolutnie się nie sprawdzają „.

Lekarz Tyner (1880 r.) nazywał głodówkę „eliksirem młodości”. Zanim Tyner zastosował głodówkę, sam był słaby i chorowity. Jednakże w wieku 52 lat, kiedy nie miał już nic do stracenia, przeprowadził 40-dniową głodówkę i pozbył się swo­ich niedomagań. Żył jeszcze 31 lat.

Doktor Adolf Mayer w 1901 roku napisał książkę „Leczenie głodem – leczenie cudotwórcze”. Z punktu widzenia fizjologii tamtych czasów opisuje on korzystny wpływ głodówki na organizm człowieka. W czasie głodówki organizm człowieka zabiera się do zużywania pozostałych w ciele niestrawionych resztek pokarmo­wych, patologicznie zmienionej tkanki. Produkty rozpadu materii wyprowadzane są z miejsc, w których się odłożyły, i rozkładane: to, co jest przydatne, zamienia się w materiał odżywczy, a co nieprzydatne – zostaje usunięte na zewnątrz.

Herbert Shelton – autor najpopularniejszych książek o uzdrawianiu człowieka („System higieny” w 7 tomach, „Głodówka może uratować ci życie”, „Życie ludz­kie, jego filozofia i prawa” i wiele innych) zaczął przeprowadzać głodówki od la­ta 1920 roku. Przez ten okres – prawie 45 lat – przeprowadził tysiące głodówek trwających od kilku do dziewięćdziesięciu dni, zarówno dla zmniejszenia wagi, jak i w celu odzyskania utraconego zdrowia. Książki Sheltona są uważane za klasykę naturalnego uzdrawiania. W dalszej części nierzadko będziemy się powoływać na jego prace.

Współczesna nauka stale odkrywa mechanizmy dobroczynnego wpływu głodu na zdrowie i długość życia człowieka. W odpowiednich rozdziałach będziemy przytaczali kolejne przykłady.

Sposoby powstrzymywania się człowieka od jedzenia są analogiczne do opisa­nych wyżej sposobów stosowanych przez zwierzęta. Istnieją na przykład ludzie, którzy, podobnie jak zwierzęta, popadają w stan anabiozy i w takim stanie mogą trwać miesiąc i dłużej. Inni, podobnie jak zwierzęta w stanie odrętwienia, przez wiele lat znajdują się w letargu. Istnieją takie unikaty, które prowadzą zwykły tryb życia, a równocześnie dziesiątki lat nic nie jedzą lub jedzą takie okruszki, że trud­no to nazwać jedzeniem. Wreszcie, wszyscy znamy osoby, które poszczą wielo­krotnie po 10-40 i więcej dni. Ci wszyscy ludzie jakoś nie wyczerpują się i nie umierają, przeciwnie – wspaniale wyglądają i są pełni życia.

Oto najbardziej jaskrawe przykłady rozmaitych głodówek. Anabioza. Jelena Bławatska w książce „Z jaskiń i ostępów Hindustanu” pisze o zdolnościach wytrwale ćwiczących ludzi:

„Niedawno usłyszeliśmy, że jogini oraz inni praktykujący guptawidję (tajemna

święta nauka) w Indii słyną z tego, że odkryli tajemnicę, jak można nie oddychać przez 21 do 43 minut, a mimo to nie umrzeć! Niektórzy z nich przez lata codzien­nej, regularnej praktyki nabierają cech hibernacji: wpadają, podobnie jak nie­które zwierzęta, w odrętwienie, i pozostając w takim stanie – bez oddychania, a na­wet najmniejszych oznak życia – pozwalają, by zakopano ich w ziemi na kilka ty­godni, nawet miesięcy, a następnie -powracają do życia!”

W książce znanego szwajcarskiego etnografa O. Stolla „Hipnoza i sugestia w psychologii ludów” (1904) znajduje się opis sporu, jaki w 1837 roku miał miej­sce pomiędzy joginem o imieniu Charida a maharadżą Rundżit Singa. Maharadża nie wierzył, że człowiek może przeleżeć sześć tygodni pogrzebany w ziemi, a po­tem odżyć. Jogin postanowił mu to udowodnić.

Przed swoim sześciotygodniowym snem jogin był przez siedem dni na diecie mlecznej, zaś w dniu „zapadnięcia” w sen przepłukał jelito i żołądek. Swoje „zapa­danie” w sen Charida zaczął od tego, że w rozluźnionej pozycji opuścił głowę na klatkę piersiową, w myślach skupił swój wzrok na przegrodzie nosowej i – mono­tonnie powtarzając niezliczoną ilość razy „Baam, Haam, Zaam, Dżaam, Naam” -zaczął zatrzymywać oddech. Kiedy pogrążył się we śnie, uczeń zalepił mu wo­skiem oczy, nos, usta (przed insektami), umieścił j ogina w worku i położył w drew­nianej skrzyni.

Skrzynię z joginem maharadża kazał zakopać w ziemi. Dodatkowo w tym miej­scu posiano pszenicę i postawiono straż.

Po sześciu tygodniach przyszła pora obudzenia. Wszyscy mieszkańcy miasta La-hore i okolic przyszli popatrzeć, jak się zakończy spór.

Kiedy otworzono skrzynię, ujrzano w niej człowieka w zaszytym worku, leżące­go w niewygodnej, skręconej pozycji. Wyjęto jogina z worka i starannie obejrza­no. Zauważono, że cały worek był pokryty pleśnią. Ręce jogina były pomarszczo­ne, na dotyk – zgrabiałe, głowa leżała na ramieniu. Lekarz wziął jego rękę, szuka­jąc pulsu – puls nie był wyczuwalny. Uczeń Charidy zaczął polewać go ciepłą wo­dą i rozcierać mu ręce, położył na głowie rozgrzany placek pszeniczny, usunął z uszu i nosa wosk, rozwarł szczęki i wyciągnął język. Następnie sługa przetarł je­go oczy masłem, otworzył powieki; lecz oczy początkowo pozostawały jak nieży­we (szkliste), gałki oczne nie poruszały się, źrenice nie reagowały na światło. Po trzecim przyłożeniu do głowy jogina gorącego placka, pojawiły się silne konwul­sje (drżenie lub wstrząsanie ciała oznacza, że wstępuje w nie postać polowa), po­woli zaczęły się pojawiać ruchy oddechowe, nozdrza zaczęły się poruszać, w koń­czynach pojawiła się naturalna okrągłość, puls stał się wyczuwalny, chociaż był je­szcze bardzo słaby. Następnie sługa włożył joginowi do ust masło i zmusił do po­łknięcia. Do tego czasu na wpół zamknięte oczy Charidy otworzyły się, odzyskały naturalny blask. Po półgodzinie od początku ożywiania jogin, poznawszy siedzące­go przed nim maharadżę Rundżit Singa, niskim, ledwie zrozumiałym głosem wy­mówił: „No i co, teraz mi wierzysz?” Mniej więcej po godzinie od wyjęcia ze skrzyni Charida stopniowo całkowicie doszedł do siebie.

W późniejszych czasach lekarze niejednokrotnie obserwowali joginów w tym stanie. W gazecie indyjskiej „Hindustan Times” z dnia 27-28 października 1958 roku opublikowano reportaż z miejsca „pochówku” 52-letniego jogina Babaszri

Ramdażi Dżirnari. Po 10-dniowej głodówce umieszczono go w grobowcu, gdzie przez 24 godziny znajdował się w stanie anabiozy. Wcześniej, w 1950 roku, z udziałem tego samego jogina Ramdażi przeprowadzono unikatowy eksperyment, który opisał lekarz indyjski Weikl w czasopiśmie „Lancet”. W Bombaju, w obe­cności dziesięciu tysięcy widzów jogin usiadł w wykopanym w ziemi grobie, który następnie zamknięto hermetycznie cementem na 56 godzin. Ale to jeszcze nie wszystko. Po tym czasie wnętrze grobowca zalano wodą i Ramdażi znajdował się pod wodą w anabiozie przez sześć i pół godziny, po czym w jednej z bombajskich klinik przywrócono go do życia.

Sen zimowy. Bardzo długi sen obserwowano w dziejach ludzkości nie raz. Ame­rykanka Patrycja Maguira, dowiedziawszy się o śmierci narzeczonego, nagle za­częła ziewać. Poradzono jej, by się położyła do łóżka. Patrycja położyła się i prze­spała, nie budząc się, ponad 18 lat! Norweżka Augustyna Langard spała od 1919 do 1941 roku. Przez ten czas zupełnie się nie zmieniła. Kiedy zaś się obudziła, za­częła się bardzo szybko starzeć i po pięciu latach umarła. Dwadzieścia lat przespa­ła Nadieżda Lebiedina z Dniepropietrowska. Obudziła się w dniu pogrzebu matki. Przez osiem miesięcy odzyskiwała aktywność ruchową. Wyglądała znacznie mło­dziej, niż wskazywał jej wiek, i nie skarżyła się na zdrowie.

Przypadki te ukazują zdolność człowieka do zapadania w swoisty rodzaj snu, podobnie jak czynią to zwierzęta, i do obchodzenia się przez długi czas bez poży­wienia.

Życie bez pożywienia. Teresa Newman urodziła się w Wielki Piątek w 1898 ro­ku. Wskutek nieszczęśliwego wypadku w wieku dwudziestu lat straciła wzrok i zo­stała sparaliżowana.

Dzięki modlitwom do Świętej Teresy z Lisieux w cudowny sposób w 1923 roku odzyskała wzrok. Później zaś błyskawicznie ustąpił paraliż kończyn. Od 1923 ro­ku Teresa całkowicie zrezygnowała z jedzenia i picia, z wyjątkiem codziennego spożywania niewielkiego święconego opłatka. Od 1926 roku w każdy piątek na jej ciele pojawiały się stygmaty (rany Chrystusowe).

Oto jak opisuje Jogananda 37-letnia Teresę Newman w książce „Autobiografia jogina”:

„f…J wydawala się o wiele młodsza, wyróżniała się prawdziwie dziecięcą świe­żością i urokiem. Zdrowa, rześka, o zgrabnej figurze, z różowymi policzkami – oto święta, która nic nie je! [...]

- Nic pani nie je?

- Nic, oprócz hostii codziennie o szóstej rano.

- Jak duża jest hostia?

- Cienka jak papier, wielkości malej monety. Spożywam ją ze względu na jej świętość -jeśli nie jest święcona, nie jestem w stanie zjeść nawet jej.

- Oczywiście nie mogłaby pani przeżyć nią całe dwanaście lat?

- Ja żyję Bożą Światłością!

- Widzę, że jest pani świadoma, że energia wlewa się w pani ciało z eteru, od słońca i z powietrza.

- Jestem taka szczęśliwa, kiedy słyszą, że rozumie pan, jak ja żyją.

- Czy może pani nauczyć innych, jak żyć bez jedzenia? To pytanie jak gdyby ją zaszokowało.

- Nie mogę tego robić, Bóg sobie tego nie życzy [...] „

[...] Co tydzień, od północy z czwartku na piątek do południa w piątek wszyst­kie rany otwierają się i krwawią; traci cztery i pół kilograma swojej zwykłej wagi – 55 kilogramów [...]

[...] Profesor Wutz opowiedział kilka przypadków, jakie miały miejsce ze świę­tą w jego obecności.

„f…J często udawaliśmy się na wielodniowe wycieczki po całych Niemczech. To zdumiewający kontrast: podczas gdy myjemy trzy razy dziennie, Teresa nie je nic. Pozostaje świeża jak róża, której nie ima się zmęczenie, widoczne po nas wskutek wędrówki. Kiedy jesteśmy głodni i myszkujemy po podmiejskich karczmach, ona wesoło się śmieje „.

Profesor dodał kilka ciekawych szczegółów dotyczących fizjologii.

„Ponieważ nie przyjmuje ona żadnego jedzenia, jej żołądek się zmniejszył. Nie ma naturalnych wydzielin, ale gruczoły potowe funkcjonują, jej skóra jest zawsze delikatna i jędrna.

[...] Z rozmowy z dwoma braćmi Teresy dowiedzieliśmy się, że święta śpi tylko godzinę-dwie. Jest aktywna i pełna energii, pomimo licznych ran na ciele [...]

[...] Teresa posiada zdolność przenoszenia za pomocą modlitwy na swoje ciało chorób innych ludzi. Rezygnacja z jedzenia zaczęła się wtedy, kiedy modliła się, by choroba gardła pewnego młodego człowieka z jej parafii przeszła na jej własne gardło „.

Teresa zmarła 18 września 1962 roku.

Wśród chrześcijańskich świętych, którzy żyli bez jedzenia, byli Ludwina z Schiedam, Elżbieta Renzi, Katarzyna ze Sieny, Dominik Lorykat, Aniela z Foli-gno, Ludwika. Święty Mikołaj z Fliie (pustelnik z XV wieku) zachowywał pełną wstrzemięźliwość przez dwadzieścia lat!

Dobrowolne powstrzymywanie się od jedzenia. Zwykły człowiek może ob­chodzić się bez pożywienia dość długo. Na długość głodówki, jaką zniesie czło­wiek, wpływają następujące czynniki: bezpieczne warunki; informacja o tym, jak prawidłowo przeprowadzać głodówkę, indywidualna konstytucja oraz wiek.

Bezpieczne warunki. Jeżeli ktoś nieoczekiwanie i z przymusu znajdzie się w sytuacji, w której niemożliwe jest przyjmowanie pożywienia, to ginie on nie z głodu jako takiego, lecz z powodu paniki i nieznajomości zasad prawidłowego zachowania się w przypadku braku pożywienia.

Latem 1942 roku czterech marynarzy znalazło się daleko od brzegu na Morzu Czarnym, bez zapasów wody i żywności. Trzeciego dnia zaczęli próbować pić wo­dę morską. Dzięki temu, że w Morzu Czarnym woda jest dwukrotnie mniej słona niż w oceanie, przywykli do niej w piątej dobie. Każdy wypijał około dwóch ma­nierek dziennie. Niemniej jednak panika, niesprzyjające warunki itd. miały zgubne

działanie. Pierwszy marynarz zmarł w 19. dniu, drugi – w 24., trzeci – w 30. dniu przymusowej głodówki. Ostatni, szef służby medycznej, został odnaleziony i za­brany przez inny statek w 36. dniu, w stanie przyćmienia świadomości. Przez ten czas stracił 22 kilogramy, co stanowiło 32% jego pierwotnej wagi.

Na początku XX wieku grupa składająca się z jedenastu osób ogłosiła głodów­kę w więzieniu irlandzkiego miasta Coric. Dwudziestego dnia gazety zaczęły pisać, że więźniowie umierają. Informacje takie przekazywane były 30., 40., 50., 60. i 70. dnia. W rzeczywistości pierwszy więzień zmarł 74. dnia, drugi – 88., a pozostali przerwali głodówkę w 94. dniu, stopniowo wydobrzeli i pozostali żywi.

W Odessie pewna kobieta, wyniszczona przez choroby, pozbawiona nadziei, po­stanowiła zakończyć samobójstwem. Ponieważ była bardzo pobożna, nie targnęła się na własne życie, lecz zdecydowała się umrzeć śmiercią głodową. Położyła się po prostu do łóżka i zaczęła czekać na nadejście śmierci. Przeleżała tak trzy mie­siące, straciła 60% wagi! Kiedy odnaleziono ją w stanie skrajnego wycieńczenia, zawieziono ją na oddział terapii głodówką do lekarza W. Dawydowa. Dzięki jego pomocy oraz specjalnej diecie odzyskała wagę. W dodatku okazało się, że całko­wicie wyleczyła się ze wszystkich dręczących ją wcześniej chorób!

Jak prawidłowo przeprowadzać głodówkę. Jeżeli nie boimy się głodówki i wiemy, jak w jej trakcie postępować, to możemy ją stosować długotrwale i z po­wodzeniem. Brazylijski fakir Adełinu da Silva przez pięćdziesiąt lat zarabiał na ży­cie dzięki regularnym głodówkom. Przez 57 lat życia pościł łącznie 3 lata, a w 1969 roku wytrzymał bez jedzenia 111 dni.

Człowiek o nazwisku Succi w okresie od 1886 do 1904 roku za pieniądze prze­prowadził dziesięć eksperymentalnych głodówek – od 20 do 45 dni każda. Niejaki Marletti kilkakrotnie przeprowadził głodówkę 50-dniową.

Reklama: Suplementy diety firmy Vision.

Sam autor nie pościł więcej niż 27 dni, ale widział, czytał i słyszał o ludziach, żyjących w Rosji, którzy w celu wyleczenia, doskonalenia duchowego pościli od 30 do 50, a nawet 91 dni. Niektórzy z nich mieli własny system.

Indywidualna konstytucja człowieka oraz wiek. Ze względu na fakt, iż pod­czas głodówki zużywane są tkanki organizmu, okazuje się, że im więcej człowiek waży, tym dłużej może pościć. 119 dni głodziła się w Los Angeles cierpiąca na oty­łość (143 kilogramy) Elaine Jones. Podczas głodówki codziennie wypijała 3 litry wody, a dwa razy w tygodniu dostawała zastrzyki z witamin. Jej waga zmniejszy­ła się do 81 kilogramów, a samopoczucie było wyśmienite.

W 1973 roku w Glasgow dwie kobiety cierpiące na otyłość głodziły się w celu unormowania swojej wagi przez 236 i 249 dni!

Jeżeli zaś chodzi o związek pomiędzy głodówką a wiekiem, to możemy odwo­łać się do słów Hipokratesa:

,Starzy ludzie łatwo znoszą głód, w drugiej kolejności są ludzie w wieku dojrza­łym, jeszcze trudniej jest młodym, a najtrudniej ze wszystkich – dzieciom, szcze­gólnie tym, które wyróżniają się dużą żywotnością „.

Jak widzisz, szanowny czytelniku, człowiek może obywać się bez jedzenia, wykorzystując bardzo różnorodne mechanizmy – od „podjadania” własnego ciała do „naładowywania się” promieniami światła.

Komentarz » | Zdrowie

Zjawisko głodówki w przyrodzie

Marzec 11th, 2010 — 7:54pm

Głodówka jest formą naturalnej terapii,

zaliczanej do najskuteczniejszych

i najbardziej nieszkodliwych,

pod warunkiem prawidłowego stosowania.


Przyroda

Zjawisko głodówki w przyrodzie

Przyjrzyjmy się otaczającej nas przyrodzie. Na Ziemi regularnie zmieniają się pory roku. Po sprzyjającej dla wzrostu roślin i życia zwierząt porze roku na­stępuje pora niesprzyjająca. Wiosną i latem dzięki dużej ilości światła i cie­pła roślinność obficie pokrywa powierzchnię Ziemi. Zwierzęta dzięki wystarczają­co dużej ilości pożywienia mają korzystne warunki do rozwoju i rozmnażania. Zi­ma to w przyrodzie inny okres, dzień jest krótszy, ciepła jest mniej. Rośliny zatrzy­mują swoje procesy życiowe, zrzucają liście, schną. Dla owadów i zwierząt zaczy­na się czas braku pożywienia. Do tego niekorzystnego okresu są one dobrze przy­stosowane. Prawie wszystkie owady i część zwierząt zapada na ten okres w sen (odrętwienie). Zwierzęta, które nie zapadają w sen, przeczekują ten czas zadowa­lając się minimalną ilością pożywienia, a w pewnych okresach nie jedzą w ogóle.

W przyrodzie istnieją więc dwa podstawowe mechanizmy, które umożliwiają żywym istotom skuteczną obronę przed niekorzystnymi warunkami. Pierwszy z nich to sen sezonowy, drugi – czasowe wyrzeczenie się przyjmowania pożywie­nia. Przyjrzyjmy się szczegółowo tym mechanizmom.

Sen sezonowy. Głębokość snu (w czasie którego zwierzęta nic nie jedzą i nie pi­ją) może być trzech rodzajów – stan anabiozy, odrętwienie sezonowe i nieprzerwa­ny sen sezonowy.

A n a b i o z a. Wyraz ten pochodzi z greckiego ana ~ znów, na nowo i bios -życie; oznacza taki stan organizmu, w którym procesy życiowe są na tyle spowol­nione, że nie ma żadnych widocznych przejawów życia. Naukowcy stwierdzili, że dla anabiozy charakterystyczne jest silne ochłodzenie i/lub odwodnienie organi­zmu. Woda znajdująca się w komórkach pod wpływem oziębienia zamienia się

w szklistą, bezkształtna masę, która nie niszczy protoplazmy komórek tak jak kry­ształki lodu. Po ogrzaniu w takich komórkach w pełni regenerują się procesy ży­ciowe. Podczas odwadniania organizmu protoplazma komórek (żywe białko) prze­chodzi ze stanu hydrozolu (płynnej galarety) w stan hydrożelu (podobny do suchej żelatyny) i przez długi czas zachowuje zdolność do odzyskania pierwotnego stanu, kiedy nastąpią sprzyjające warunki zewnętrzne. Kiedy tylko takie warunki powsta­ją, protoplazma wchłania wodę – pęcznieje, co prowadzi do wznowienia procesów życiowych.

Stan anabiozy jest charakterystyczny dla bakterii, nasion roślin, owadów, pła­zów i gadów. W takim stanie potrafią one przetrwać w warunkach wiecznej zmar­zliny, silnego upału, suszy i zwiększonego promieniowania. W taki sposób wysu­szone nasiona niektórych roślin mogą zachować zdolność do kiełkowania przez pięćdziesiąt lat i więcej.

Sen sezonowy. Podczas snu sezonowego temperatura ciała, ilość odde­chów i ogólny poziom metabolizmu spadają niewiele. Gdy zmieniają się warunki lub powstaje zagrożenie, sen łatwo się przerywa i zwierzę staje się aktywne. Taki sen występuje u niedźwiedzi, szopów, jenotów, borsuków. Stan śpiącego w zimie amerykańskiego niedźwiedzia czarnego można ocenić na podstawie następujących danych: przy temperaturze powietrza -8°C temperatura na powierzchni skóry wy­nosi 4°C, w odbytnicy 22°C, w jamie ustnej 25°C (w porównaniu z 35°C w okre­sie czuwania). Ilość oddechów maleje do 2-3 na minutę (8-14 w okresie czuwa­nia).

Śpiączka sezonowa (odrętwienie). Stan ten charakteryzuje się utratą zdolności do termoregulacji, wyraźnym zmniejszeniem ilości oddechów i uderzeń serca, spadkiem ogólnego poziomu przemiany materii. Przykład: u susła ilość od­dechów zmniejsza się ze 100-360 w stanie czuwania do 1-15 podczas snu; ilość uderzeń serca – ze 100-350 do 5-19; temperatura ciała obniża się z 35-39°C w okresie czuwania do 1-13°C podczas snu.

Całkowite wstrzymanie przemiany materii podczas snu nie następuje. Zwierzęta żyją dzięki wykorzystaniu zapasów energetycznych zmagazynowanych w ciele. U świstaka, na przykład, ustalono następujące zużycie tkanek w okresie snu (w %): tkanka tłuszczowa – 99, wątroba – 59, przepona – 46, płuca -45, mięśnie szkiele­towe – 30; serce – 27; szkielet – 12.

Podczas snu i odrętwienia sezonowego organizm zwierząt charakteryzuje się zwiększoną odpornością na rozmaite niesprzyjające czynniki. Tak na przykład, zwierzęta eksperymentalne znosiły bez szkody dla zdrowia zwiększone dawki tru­cizn, napromieniowania, nie chorowały wskutek sztucznego zakażenia mikrobami i wirusami.

Okresowe wyrzeczenie się przyjmowania pożywienia. Ten sposób przystoso­wania zwierząt do niekorzystnych czynników środowiska jest dwojakiego rodzaju: przymusowy i „dobrowolny”.

Wyrzeczenie się przymusowe. Ten rodzaj rezygnacji z pożywienia moż­na z kolei podzielić na dwa przypadki. W pierwszym z nich zwierzę otrzymuje nie­wystarczającą ilość niezbędnego pożywienia ze względu na to, że jest go za mało. Prowadzi to stopniowo do wycieńczenia organizmu, osłabienia sił obronnych itd.

W drugim przypadku zwierzę przez kilka dni nie może znaleźć pożywienia, ponie­waż go brak. W takim wypadku zwierzę całkowicie obchodzi się bez jedzenia. Zwierzę przywykło do takiego sposobu odżywiania i dobrze go znosi. Co więcej, zaobserwowano, że jeśli wilk jest regularnie karmiony, to żyje o jedną trzecią krócej.

Wyrzeczenie się dobrowolne. Stosunkowo dużo zwierząt rezygnuje z je­dzenia w związku ze szczególnymi właściwościami swojego życia. Tak na przy­kład, kiedy pożywienia jest za mało, nie jedzą one w ogóle. Tak zachowują się ło­sie pod koniec zimy. U niektórych zwierząt opieka nad potomstwem przypada na okres rezygnacji z jedzenia. Takie zachowanie obserwuje się u pingwinów królew­skich, kiedy wysiadują, a następnie karmią swoje pisklęta. Samica po złożeniu ja­ja wypływa w morze za pożywieniem, samiec zaś zaczyna „wysiadywać”. Przez cztery miesiące (!) samiec nic nie je. Ptaki te tracą do 40% własnej wagi, bardzo chudną, ich upierzenie staje się brudne, traci połysk i jedwabistość. Do tego czasu samice powracają, a samce spieszą do morza, aby się najeść. Ponadto, pod koniec listopada ptaki linieją. Proces linienia trwa 20 dni, w ciągu których pingwiny nie odżywiają się.

Do dobrowolnej rezygnacji zjedzenia można zaliczyć również przypadki, kiedy zwierzęta chorują. Ciężko chore zwierzę zazwyczaj wstrzymuje się od przyjmowa­nia pokarmów, dopóki nie wyzdrowieje.

Taki czy inny rodzaj okresowego wstrzymywania się od przyjmowania pożywie­nia jest w dużym stopniu charakterystyczny dla ssaków. Jednakże, kiedy zwierzę całkowicie rezygnuje zjedzenia, a znajduje się w stanie aktywności, w jego orga­nizmie dokonuje się szczególna przebudowa, która zapewnia pełnowartościowe odżywianie. Odżywianie endogenne sprzyja regeneracji aparatu immunologiczne­go i genetycznego. Zwierzęta z reguły w tym czasie na nic nie chorują.

Tak więc, czy tego chcemy, czy nie, sama natura stworzyła warunki do pewnej wstrzemięźliwości w jedzeniu. Zadanie materii ożywionej polegało na maksymal­nym przystosowaniu do okresowo powtarzających się niekorzystnych warunków. W wyniku tego procesu wytworzony został szereg mechanizmów przystosowaw­czych, które umożliwiały znaczne wzmocnienie sił obronnych i dawały większe szansę utrzymania się organizmu przy życiu.

W związku z powyższym możemy stwierdzić: jeżeli pragniemy, aby nasze siły obronne i szansę przetrwania były na wysokim poziomie, musimy w niesprzyjają­cych porach roku (czy też podczas choroby) powstrzymywać się od przyjmowania pożywienia. Syte i bezstresowe życie czyni każdy organizm słabym i bezbronnym. Jest to jedno z Wielkich Praw natury, którego nieprzestrzeganie czyni bogate i sy­te narody biednymi.

Komentarz » | Zdrowie

Wiedza o chromoterapii i diagnozowaniu

Marzec 11th, 2010 — 7:46pm

Zgodnie z zasadami wiedzy o chromoterapii przyczyną chorób (choroby) jest brak pewnego (określonego) koloru w organizmie człowieka. Jeżeli komplikacje zdrowotne nasilają się, to jednocześnie nasilają
się przyczyny. Te zakłócenia łącznie powodują występowanie schorzeń w różnych częściach ciała.

W szerokim rozumieniu terminu istnieją dwa zasadnicze kolory: czerwony i niebieski, kolor żółty
stanowi punkt pośredni między tymi dwoma. Te barwy stanowią trzy zasadnicze kolory tęczy.

Wynika z tego. że musimy wiedzieć jakiego koloru brakuje w określonym organizmie i w jaki sposób
przywrócić dany kolor, aby usunąć chorobę.

Jeżeli człowiekowi brakuje w organizmie koloru czerwonego, to jest on bierny, leniwy, ospały. Odczuwa
brak apetytu, cierpi na obstrukcję itp. Jeżeli człowiekowi brakuje koloru niebieskiego, to przejawia
on gwałtowne reakcje, jest aktywny, może mieć gorączkę lub biegunkę.

Należy wiedzieć w jaki sposób uzupełnić brak danego koloru w organizmie. Dzięki mojemu długoletniemu
doświadczeniu doszedłem do wniosku, że dla postawienia właściwej diagnozy decydujący jest:
1. kolor gałek ocznych
2. kolor paznokci
3. kolor moczu
4. kolor kału (wydalin).

Na sobie samym stwierdziłem, że jeżeli człowiekowi brakuje koloru czerwonego, to jego oczy są
niebieskawe, paznokcie stają się niebieskawe, mocz będzie biały lub niebieskawy, kał będzie biały lub
niebieskawy.

Jeżeli człowiekowi brakuje koloru niebieskiego, jego oczy będą czerwonawe, paznokcie czerwone,
rzadziej bardzo czerwone, mocz stanie się żółtawy z odcieniem czerwonym albo czerwony, kał będzie
żółty lub czerwony.

Oczywiście, należy pamiętać o tym, że niektórym ludziom brakuje trochę koloru czerwonego, innym
brakuje więcej czerwonego, jeszcze innym brakuje niewiele niebieskiego, a jeszcze innym brak tylko
trochę więcej niebieskiego, zatem nasilenie (natężenie) dawki koloru leczniczego musi być regulowane
zależnie od stopnia braku danego koloru w organizmie.

Jeżeli człowiek nagle wykazuje wielką ilość koloru czerwonego w organizmie i w następstwie tego brak
odpowiedniej ilości koloru niebieskiego — jak w przypadku cholery i wścieklizny — to kolor niebieski
musi być wprowadzony przez powtarzanie dawek w krótkich odstępach czasu.

Niekiedy okazuje się, że określony kolor został zakumulowany w określonym miejscu organizmu jak
w przypadku czyraków, świerzbienia, owrzodzenia oczu, bólu głowy, paraliżu itp., jednak w rzeczywistości
cały organizm ma ten kolor, tylko jest on skondensowany w określonym punkcie, w którym
dostrzegamy jego akumulację. W takim wypadku zawsze dobrze jest zastosować obie metody leczenia:
zewnętrzną i wewnętrzną.

Istnieje kilka symptomów, które czasami wprowadzają w błąd stawiającego diagnozę, tak najczęściej
dzieje się z kolorem oczu. Gałki oczne mogą być czerwonawe, a jednak organizmowi może brakować
koloru czerwonego. Tak dzieje się w przypadku osoby osłabionej, która za dużo pracuje umysłowo.
Mózg staje się bardziej „przegrzany” niż inne części ciała i jest to spowodowane nadmiernym wysiłkiem.
Jednak, jeżeli znany jest kolor pozostałych trzech czynników, to „podstęp” się nie udaje i można
określić brakujący kolor.

Także w przypadku dzieci kolor niebieski przeważa w oczach, tak samo jest u osób żyjących w chłodnym
klimacie, jednakże w takich wypadkach kolory pozostałych trzech czynników rozwiązują sprawę.

Muszę wspomnieć o pewnej szczególnej sprawie, o zjawisku, które zaobserwowałem badając paznokcie
u rąk. Czasami na paznokciach ukazują się pionowe linie, niekiedy są one bardzo cienkie, a czasami
bardzo grube. Takie linie wskazują na obecność flegmy w organizmie, tzn. wskazują na brak koloru
czerwonego. Trochę doświadczenia w korzystaniu z obserwacji linii na paznokciach pozwala nam określić
czas trwania choroby. W prawie wszystkich wypadkach byłem w stanie podać, jaki jest czas trwania
choroby, z nieomylną precyzją.

Sądzę, że w krótkim wprowadzeniu sporo wyjaśniłem na temat diagnozowania chorób i teraz mogę
przejść do omawiania leczenia.

Komentarz » | Zdrowie

Zdrowie bez leków

Marzec 11th, 2010 — 7:11pm

Medycyna naturalna towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Była pierwszą pomocą wtedy, gdy ludzkości nie śniło się nawet o wiedzy, instrumentarium i specjalizacjach, jakimi dysponuje dzisiaj współczesne lecznictwo. Jest księgą mądrości pachnącą ziołami, do której pokolenia dopisują własne doświadczenia.

Zdrowie bez stosowania leków można utrzymać dzięki metodom akupunktury, akupresury i bioterapii. Medycyna naukowa powoli przyzwyczaja się do tego faktu. Jest to oczywiste dla tych wszystkich, którzy rozumieją konieczność liczenia się zwłaszcza z faktami. Coraz częstsze fenomeny, sensacyjne przypadki uzdrowień zdecydowanie mniej mają wspólnego z cudami, więcej natomiast z nie rozpoznanymi zdolnościami psychofizycznymi człowieka.

Obdarowani szczodrze przez naturę, wciąż zgłębiamy wiedzę o sobie, naszych zdolnościach i predyspozycjach. I wciąż jesteśmy zaskakiwani rezultatami naszych doświadczeń. Jesteśmy spadkobiercami mądrości i umiejętności minionych pokoleń. Uczmy się od nich po to, by następne pokolenia mogły uczyć się od nas.

POMÓŻ SOBIE SAM

Astma

Bezsenność

Bóle głowy

Bóle menstruacyjne

Bóle serca

Bóle ucha

Choroba lokomocyjna

Czkawka

Dolegliwości oczu

Moczenie nocne

Nadciśnienie

Nerwica serca

Niedociśnienie

Omdlenia

Stres

Tiki

Zawroty głowy

WPROWADZENIE

Bioterapia jest bez wątpienia jedną z najstarszych, naturalnych metod leczniczych znanych ludzkości. Parę tysięcy lat temu nakładanie rąk praktykowano już w Indiach, Chinach i Persji. Technikami uzdrawiającymi posługiwali się Chaldejczycy, Egipcjanie, Grecy i Rzymianie.

Wśród wielu świadectw związanych z Chrystusem zachowały się także opisy cudownych uzdrowień dokonywanych przez nakładanie rąk. W parę wieków później licznymi uzdrowieniami zasłynął w Egipcie Oepidian. Jak wielu innych uzdrowicieli był on kapłanem. Kapłani i zakonnicy wnieśli zresztą ogromny wkład w rozwój niekonwencjonalnego lecznictwa. Znakomicie wykształceni opracowywali zielniki, gromadzili wiedzę medyczną przynosząc ulgę w cierpieniach duchowych i cielesnych tym wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali.

Współcześnie bioterapią, która jest terminem obszernym, kryjącym wiele technik, zajmuje się coraz więcej osób. Niemal z każdym dniem traci ona również status wiedzy tajemnej. Jej praktykowanie przestaje też być łączone ze zdolnościami, jakimi obdarowani zostali rzekomo tylko nieliczni.

Obecnie w Polsce prowadzi się liczne kursy leczenia i samoleczenia metodami alternatywnymi. Uczy się shiatsu, akupresury, oddychania, relaksacji. Oczywiście nie każdy po ich ukończeniu zostanie Nardellim czy Klimuszką. Zmienia się jednak stan świadomości wobec tego, co jeszcze do niedawna było uważane wyłącznie albo za dar boży, albo za współczesny zabobon.

Proste techniki bioterapeutyczne, które w tej części książki demonstrujemy czytelnikowi, są echem starej wiedzy. Pozwoli ona ulżyć w cierpieniu, zlikwidować ból, usunąć niektóre dolegliwości. Bioterapia, stosowana równolegle z zaleceniami współczesnej medycyny naukowej, w sposób zauważalny przyspiesza także procesy zdrowienia, a w wielu przypadkach ratuje życie.

BIOTERAPIA DLA POCZĄTKUJĄCYCH

Interesując się technikami medycyny niekonwencjonalnej powinniśmy wiedzieć, że odwołują się one do właściwości pola energetycznego otaczającego wszystkie żywe organizmy. Energia Ki, nazywana też praną i maną, porusza się w ciele kanałami energetycznymi, tzw. meridianami. Ułożone są one południkowe (od stóp do głowy).

Meridianami energia dostarczana jest do czakr, czyli punktów energetycznych. Czakry odpowiadają za różne organy i partie ciała. Niedobór lub nadmiar energii w czakrach jest przyczyną zaburzeń biopola, a w przypadku przedłużającego się takiego stanu, prowadzi do fizycznych schorzeń.

Zadaniem bioterapeuty jest zatem wyrównanie poziomu Ki w miejscach, gdzie występuje jej niedobór bądź nadmiar. Ponieważ przyczyna schorzeń fizycznych leży w biopolu, wcześniejszy zabieg bioterapeutyczny może zapobiec rozwojowi choroby. Może ją też cofnąć, nawet jeśli się już pojawiła. Bioterapia to zatem nic innego jak korekcja i usuwanie przyczyn energetycznych, których skutki w postaci chorób i dolegliwości odczuwamy w ciele fizycznym.

zobacz rysunek

zobacz rysunek

Oprócz wymienionych czakr głównych, zasilających i regulujących cały system energetyczny, istnieje wiele czakr mniejszych. Nimi jednak nie będziemy się na razie zajmować.

Czakra podstawy

Usytuowana jest na poziomie kości ogonowej, u podstawy kręgosłupa, od czego bierze swą nazwę. Jej najważniejszymi funkcjami są: energetyczne zasilanie całego ciała, zwłaszcza układu kostnego i mięśniowego. Jest regulatorem temperatury ciała i pracy gruczołów dokrewnych. Jej prawidłowe działanie zapewnia żywotność i dobrą kondycję.

Słaba czakra to słabe ciało, także skłonność do chorób kręgosłupa, stawów i kości, z nowotworami i gruźlicą kości włącznie.

Czakra płciowa

Znajduje się dwa poprzecznie ułożone palce powyżej spojenia kości łonowej. Kontroluje i energetyzuje narządy płciowe, gruczoł krokowy, pęcherz moczowy. Zaburzenia Czakry płciowej są powodem powstawania u pań mięśniaków, u panów schorzeń prostaty. Od sprawności tego punktu energetycznego zależy regularność krwawień miesięcznych. Osłabienie funkcji Czakry płciowej ma także wpływ na łysienie.

Czakra pępkowa

Jest zlokalizowana dwa palce poniżej pępka. Odpowiada za witalność całego organizmu. Złe funkcjonowanie uwidacznia się w postaci osłabionej perystaltyki jelit, zaparć, stanów zapalnych w jamie brzusznej. Leczenie guzów umiejscowionych na jelitach, polipów, żylaków odbytniczych dokonywane metodami naturalnymi zawsze wykorzystuje czakrę pępkową. Podobnie ma się rzecz z usuwaniem dolegliwości w rodzaju „kruczenia”, głośnego „przelewania się” w jelitach.

Czakra pępkowa tylna

Chińczycy nazywają ją także meng-mein. Położona jest po tylnej stronie pępka (na plecach). Jej zadaniem jest przesyłanie wyżej, wzdłuż kręgosłupa, energii z czakry podstawowej do innych punktów energetycznych. Zakłócona działalność tej czakry to wysokie lub niskie ciśnienie krwi, objawy chorób nerek, uczucie rozbicia i spadek sił witalnych. Zabiegi na tej czakrze powinny być prowadzone ze szczególną ostrożnością nawet przez doświadczonych terapeutów.

Czakra śledziony (przednia i tylna)

Przednia czakra jest usytuowana w połowie długości najniższego żebra, po lewej stronie ciała. Tylna — w tym samym miejscu na plecach. Obie stanowią punkty intensywnego poboru energii. Czakry te wykorzystuje się w terapiach osób wycieńczonych długą chorobą.

Czakra splotu słonecznego

Jest to czakra dwudzielna. Pierwsza część znajduje się na przedniej stronie ciała, tuż pod mostkiem. Druga część, ułożona równolegle, znajduje się na plecach. W terapiach, czakra ta wykorzystywana jest do leczenia wątroby, trzustki, żołądka, oczyszczania układu krwionośnego i regulacji ciśnienia. W nerwicach, czynnościowych zaburzeniach rytmu serca, terapie na tej czakrze wywołują niemal natychmiastowe reakcje. Usuwają dyskomfort płytkiego oddychania, działają tonizująco i odprężająco na system nerwowy.

Czakra serca

Jej przednia część leży dokładnie w punkcie centralnym klatki piersiowej. Do jej podstawowych zadań należy zasilanie energetyczne serca, układu krwionośnego i grasicy. Nadmiar energii bądź niedobór w tej czakrze ujawnia się w postaci chorób serca i krążenia.

Tylna część czakry sercowej znajduje się na tej samej wysokości na plecach. Jej funkcje są zbliżone, lecz nie identyczne. Czakra tylna energetyzuje przede wszystkim płuca i grasicę. Większość zabiegów wzmacniających serce i poprawiających krążenie odbywa się poprzez czakrę sercową tylną.

Czakra gardłowa

Usytuowana jest w środkowej części gardła. Ma wpływ na tarczycę i przytarczyce. Używana jest także w leczeniu astmy i woła. Chrypki i infekcje gardła można usuwać poprzez zabiegi oczyszczania i energetyzowania tej właśnie czakry.

Czakra trzeciego oka

Nosi ona także chińską nazwę adźnia i znajduje się między brwiami, tuż nad nasadą nosa. Kontroluje przysadkę mózgową i działanie wszystkich gruczołów dokrewnych. Ma także wpływ

na pozostałe główne czakry. Przy schorzeniach oczu, nosa i zatok terapeuci korzystają z czakry adźni, podobnie jak w leczeniu cukrzycy.

Czakra czołowa

Ułożona jest w centralnej części czoła. Odpowiada za funkcjonowanie szyszynki i układu nerwowego. Jest punktem niezastąpionym w terapiach wspomagających leczenie padaczki, tężyczki, choroby Parkinsona, niedowładów. Czakra silnie energetyzująca całe ciało.

Czakra korony

Nazywana jest także czakra ciemieniową. Leży na czubku głowy, jej zadaniem jest dostarczanie energii szyszynce, mózgowi i całemu organizmowi. Jest to główny punkt poboru prany z zewnątrz. Terapeuci wykorzystując czakrę korony mogą dokonywać skutecznych leczniczych zabiegów niemal wszystkich organów ciała.

Czakry główne, czakry mniejsze, punkty akupunktury i akupresury to zatem miejsca pobierania i oddawania energii. Zabiegi terapeutyczne w tych miejscach to najskuteczniejszy sposób leczenia naturalnego. Najskuteczniejszy, choć nie jedyny. Można również dokonywać zabiegów bezpośrednio na chorych organach. Ten sposób jako prostszy wybierają często początkujący terapeuci.

PREDYSPOZYCJE — WIEDZA — PRAKTYKA

Predyspozycje

Na pytanie, czy każdy może zajmować się bioterapią, odpowiedź brzmi TAK! Ale… istnieje kilka warunków.

- Bioterapeuta powinien być człowiekiem życzliwym, zdrowym, zawsze gotowym nieść pomoc innym.

- Powinien być także człowiekiem bez nałogów. Praktykowanie bioterapii pozostaje w sprzeczności z paleniem tytoniu, piciem alkoholu, nadużywaniem czarnej kawy, słodyczy i potraw mięsnych.

- Powinien także mieć większą niż przeciętną zdolność koncentracji, jak również gotowość, pozwalającą tę koncentrację wywołać na żądanie. To ostatnie można jednak doskonalić medytacjami, odpowiednimi ćwiczeniami i praktyką.

Wiedza

Techniki bioterapeutyczne, nawet te najprostsze, wymagają od początkującego, a także zaawansowanego terapeuty konkretnej wiedzy z zakresu anatomii człowieka, jak i struktury energetycznej organizmu.

Na użytek naszego małego poradnika samoleczenia i leczenia metodami naturalnymi podajemy dostępne i proste sposoby zaledwie wprowadzające czytelnika w świat bioterapii. Pomogą one jednak uzyskać wstępną orientację w tym, co nazywamy ogólnie medycyną niekonwencjonalną. Dla wielu też mogą stać się początkiem drogi, praktyki niesienia pomocy sobie i innym.

Praktyka

Każde działanie bioterapeutyczne powinna poprzedzać chwila skupienia, koncentracji. U wytrawnych, zaawansowanych uzdrowicieli dokonuje się to szybko, początkujący powinni poświęcić temu więcej czasu. Jest to moment, w którym uświadamiamy sobie chęć przyjścia z pomocą komuś, ulżenia mu w cierpieniu.

Przed zabiegiem bioterapeutycznym należy również zaktywizować swoje dłonie, bo nimi najczęściej posługujemy się w bioterapii. Najprostszym sposobem jest zacieranie dłoni, a zwłaszcza opuszków palców. Po ćwiczeniu trwającym od 30 do 60 sekund rozłączamy dłonie. Punkty energetyczne, czyli czakry palcowe dzięki pocieraniu zostały pobudzone.

Jeśli zbliżymy teraz do siebie dłonie, składając je jak do oklasków, ale ich nie łącząc, z odległości 5-10 cm poczujemy na opuszkach palców delikatny, sprężynujący ucisk. Jeżeli nie uda się tego osiągnąć za pierwszym razem, należy ponowić ćwiczenie. Tylko wyjątkowo spotyka się osoby, które nie posiadają żadnych zdolności radiestezyjnych czy bioterapeutycznych.

zobacz rysunek

Inną metodą uczulania dłoni jest pobudzanie czakry śróddłoniowej. Ten punkt leży dokładnie w centralnym miejscu dłoni.

Ugniatamy go kciukiem drugiej ręki przez mniej więcej minutę. Później to samo wykonujemy na drugiej ręce. Oba sposoby aktywizowania czakr palcowych i dłoniowych możemy łączyć, uzyskując tym samym większą gotowość do zabiegu.

zobacz rysunek

W praktyce bioterapeutycznej najczęściej wykonuje się dwa zabiegi: oczyszczania i energetyzowania (zasilania). Można tego oczywiście dokonywać na wiele sposobów i przy użyciu różnych technik. Nie zmieni to jednak faktu, że oczyszczanie i energetyzowanie to fundament wszelkich działań medycyny naturalnej.

Stawiając pierwsze kroki w bioterapii, warto wiedzieć, że metody uzdrawiania dzielą się na: bezdotykowe i dotykowe.

Metoda dotykowa

Uznawana jest za najprostszą i polega na dotykaniu, przykładaniu dłoni uzdrowiciela do chorych miejsc. Jest ona stosowana od tysiącleci, nawet przez ludzi nie mających pojęcia o skali własnych zdolności. Poprzez dotyk i nakładanie rąk terapeuta wchłania z organizmu chorego „brudną” bioplazmatyczna energię w swoje ciało, a następnie świadomie usiłuje się jej pozbyć.

Metoda dotykowa jest bez wątpienia „najbrudniejszą” ze stosowanych metod bioterapeutycznych. Ta ostatnia uwaga w mniejszym stopniu dotyczy zagrożeń bakteriologicznych czy infekcji wirusowych, choć i one są bardzo groźne. Prawdziwym problemem jest chorobowa substancja bioplazmatyczna. Po kilku czy kilkunastu zabiegach dokonywanych tą metodą bioterapeuta sam często wymaga oczyszczenia i pomocy bioterapeutycznej. Mimo iż stosowana, nie jest to metoda zalecana przez nauczycieli i mistrzów bioterapii.

Metoda bezdotykowa

Oparta jest na oddziaływaniu przez bioterapeutę na chorego bez fizycznego kontaktu. Terapeuta zbliża dłonie do pacjenta na odległość 10-15 cm, dokonując zabiegu oczyszczania chorego miejsca bądź całego ciała. Po oczyszczeniu wyrównuje ewentualne ubytki energetyczne i może także działać przeciwbólowe.

Sposób ten, zwany też masażem bezdotykowym, polega na wykorzystywaniu właściwości biopola terapeuty, które działa w sposób podobny do urządzeń wytwarzających pole magnetyczne. Upraszczając – biopole terapeuty oddziaływuje na biopole chorego w sposób niemal identyczny, jak jeden magnes na drugi. Pod wpływem takich zabiegów przyspieszone zostają procesy samoleczenia, a uwolniony od chorobowej materii bioplazmatycznej organizm szybciej wraca do zdrowia.

PODSTAWOWE ZABIEGI BIOTERAPEUTYCZNE

Oczyszczanie ogólne

Skuteczny i bardzo często stosowany przez bioterapeutów zabieg, uwalniający organizm chorego od chorobowej substancji bioplazmatycznej. Oczyszcza kanały energetyczne, czyli meridiany, pozwalające na napływ energii Ki z innych czakr.

Oczyszczanie jest działaniem prostym, polegającym na wielokrotnym powtarzaniu ruchów zgarniających z góry ku dołowi. Zabiegu dokonujemy obiema rękami. Dłonie układamy równolegle do ciała pacjenta, z palcami lekko zgiętymi, skierowanymi w jego stronę, w sposób przypominający podnoszenie jabłka z ziemi. Pacjent może leżeć, stać lub siedzieć. Ta trzecia pozycja jest jednak najmniej wygodna dla terapeuty.

Zaczynamy od czubka głowy, zbliżając nasze dłonie na odległość 2-4 cm (jednej dłoni od drugiej). Ręce oddalone są od ciała pacjenta od 5 do 10 cm. Trzymamy je swobodnie, koncentrując myśli na końcach palców, następnie płynnymi ruchami zsuwamy je ku stopom. Zanim ponowimy zgarnianie, należy strzepnąć dłonie, tak jakbyśmy strzepywali wodę. Uwolni to nasze dłonie od „brudu” energetycznego, a co za tym idzie — uniemożliwi ponowne „zanieczyszczenie” pacjenta, jak również nas samych.

zobacz rysunek

Opisanych ruchów zgarniających musimy wykonać co najmniej kilkanaście, dokładnie powtarzając procedurę. Zabiegu dokonujemy najpierw od tyłu, następnie z przodu.

Kolejnym etapem oczyszczania ogólnego jest rozczesywanie aury. Przypomina ono zabieg zgarniania, opisany powyżej, tyle że układ palców jest inny. Rozsuwamy je teraz na podobieństwo grabi i wykonujemy wszystko to co poprzednio.

Oczyszczanie ogólne kończymy zabiegiem rozmieszczania energii. Polega ono na ułożeniu rąk nad głową pacjenta, jak w przypadku zgarniania, ale ruchy dłoni w dół będą teraz przeplatane. Ruchy te wykonuje się z przodu i z tyłu. Ich liczba jest identyczna jak w zgarnianiu.

zobacz rysunek

Oczyszczanie ogólne stosuje się nie tylko w przypadkach schorzeń. Ten zabieg wykonywany jest często profilaktycznie. Usuwa on napięcie nerwowe i mięśniowe, poprawia samopoczucie, reguluje ciśnienie krwi i poprawia krążenie. Po paru zabiegach, które każdy może wykonać w warunkach domowych na drugiej osobie, wyraźnie wzrasta aktywność organizmu.

Oczyszczanie miejscowe

W tym zabiegu wariantowo używamy dwóch lub jednej ręki. Umieszczamy je nad chorym miejscem i skupiając się, powoli zgarniamy chorobową substancję bioplazmatyczna. Możemy ją sobie wyobrażać jako szarą kleistą masę. Zgarniamy tak długo, aż miejsce zostanie oczyszczone. Jednym z sygnałów jest zanikanie bólu. W przypadku, gdy nie mamy do czynienia z miejscem bolącym, ruchy zgarniające wykonujemy około 30 razy. Wraz z praktyką nasza wiedza i intuicja pozwolą nam określać czas zabiegu.

W trakcie oczyszczania nie zapominajmy o konieczności strzepywania szkodliwej materii plazmatycznej, co chroni przed energetyczną infekcją i pacjenta, i terapeutę.

zobacz rysunek

Miejscowe oczyszczanie stawu barkowego można wykonywać ruchami zgarniającymi 20-30 razy. Ale można także inaczej, ruchami spiralnymi. Pierwsze kółka kręcimy większe, stopniowo zmniejszając je i zarazem oddalając dłoń od pacjenta. Po zakończonym ruchu strzepujemy „brud” energetyczny.

zobacz rysunek

Liczbę kręconych spiralek określa złagodzenie dolegliwości bólowych, a jeśli nie ma bólu, wykonujemy 20-30 spiralek. Liczba opisanych zabiegów w ciągu dnia nie jest określona, podobnie jak ich pora.

Po zakończonym zabiegu bioterapeutycznym (przed również) pamiętajmy o konieczności mycia rąk wodą z solą. Sól usuwa z rąk bioterapeuty bioplazmatyczna substancję. Niestosowanie się do tych zaleceń powoduje przenikanie substancji chorobowej w głąb ciała terapeuty. Objawia się to często bólami rąk, stawów, pleców, a nawet chorobami leczonych pacjentów.

W przypadku leczenia chorób zakaźnych dodatkowo należy myć dłonie środkami bakteriobójczymi. Przestrzeganie tych zaleceń z pewnością zmniejszy ryzyko zainfekowania siebie i kolejnych pacjentów.

USUWANIE DOLEGLIWOŚCI I SCHORZEŃ

Bóle brzucha

Przyczyn występowania bólów w tej okolicy może być wiele: bolesne miesiączki, zaburzenia jelitowe, choroby żołądka. Aby złagodzić objawy bólowe, terapeuta powinien zbliżyć prawą dłoń do chorego miejsca i zacząć oczyszczanie. W takim przypadku najlepiej prowadzić zabieg na leżącym ewentualnie stojącym pacjencie. Ruchami zgarniającymi oczyszczamy (zawsze w dół) najpierw czakrę splotu słonecznego, później czakrę pępkową, a na końcu czakrę płciową. Dobrze jest także oczyścić cały brzuch. Ruchy zgarniające mogą być teraz poprzeczne, skośne i pionowe w dół. Nie zapominamy o strzepywaniu substancji chorobowej z palców. Liczba ruchów zgarniających nad każdym punktem — około 20-30. Pamiętajmy też, że ruch ręki nie powinien być zbyt gwałtowny. Efekt zabiegu przychodzi czasami bardzo szybko. Zdarza się jednak, iż czeka się na niego nawet 1-2 dni.

zobacz rysunek

Bóle głowy

Aby uwolnić się od bólu głowy, w tym także migrenowego, należy przeprowadzić następujący zabieg.

Nad głową siedzącego pacjenta terapeuta prawą ręką wykonuje ruchy zgarniające od czoła do potylicy. Ten ruch powtórzony około 15 razy oczyszcza czakrę korony i całą głowę. Następnie terapeuta przystępuje do oczyszczania czoła ruchami zgarniającymi poprzecznymi (poziomymi), około 10 razy. Później, stając za pacjentem, zbliża obie ręce do jego uszu. Dłonie lekko zgięte, palce skierowane na uszy. Odległość od ucha 5 cm. Indukcyjne oddziaływanie energii trwa do 2 minut. Zabieg kończymy tym, czym zaczęliśmy, to znaczy ruchami prawej dłoni od czoła do potylicy (10 ruchów).

zobacz rysunek

W przypadku nawrotów bólu należy kontynuować zabieg co parę godzin przez kilka następnych dni. Ta sama terapia stosowana jest z powodzeniem w zaburzeniach snu.
Bóle kolan (reumatyczne)

Ten zabieg terapeutyczny, podobnie jak wiele innych dobrze jest zacząć od oczyszczania ogólnego. Uwolni to nasze mięśnie od napięć, uelastyczni je, co jest już połową sukcesu w usuwaniu dolegliwości kostno-mięśniowych.

Oczyszczanie stawu kolanowego zaczynamy z przodu 15–20 ruchami zgarniającymi. To samo powtarzamy z tyłu. Można się także posłużyć ruchami okrężnymi, kręceniem spiralek. W każdym przypadku po kilku ruchach strzepujemy substancję bioplazmatyczna z palców. Po zakończeniu oczyszczania jedną lub drugą metodą, zasilamy chore miejsce energią, tzn. zbliżamy obie dłonie z lekko zgiętymi palcami do stawu kolanowego na odległość 5 cm. Po 2-3 minutach uzupełniania energii kończymy zabieg. Powtarzamy go 2-4 razy dziennie przez tydzień.

zobacz rysunek

Bóle kręgosłupa

Obowiązkowo należy zastosować najpierw oczyszczanie ogólne. Po nim dopiero zabieramy się do zabiegu miejscowego. Jest on bardzo prosty, choć pracochłonny. Po ustaleniu miejsca zaburzonego energetycznie, bolącego samoistnie lub pod wpływem ruchu, zaczynamy oczyszczać je ruchami spiralnymi. Liczba cykli może sięgać nawet kilkudziesięciu. Jeden cykl to 5-6 obrotów, odciągnięcie i strzepnięcie bioplazmy. Jeśli po oczyszczeniu i ustaniu bólu, pod wpływem ruchów pacjenta bolesność powraca, należy zasięgnąć rady kręgarza lub chirurga. Ubiór pacjenta nie przeszkadza w zabiegu bioterapeutycznym, chyba że mamy do czynienia ze skórą lub jedwabiem, które stanowią przeszkodę w oczyszczaniu i zasilaniu energetycznym, jakim kończymy ten zabieg.

zobacz rysunek

Ciśnienie krwi niskie

Z zabiegami regulującymi ciśnienie należy postępować niezwykle ostrożnie. W terapii podnoszącej ciśnienie najlepszą dla pacjenta jest pozycja stojąca. Terapeuta ustawia pacjenta bokiem do siebie, zbliżając do jego ciała jedną dłoń z przodu, drugą z tyłu. W odległości około 5 cm wykonuje długie pociągnięcia od stóp do głowy i ruchem powrotnym w dół. Czas trwania tej części zabiegu 3 minuty. Ruch dłoni głaskających z odległości ciało pacjenta powinien być

niezbyt szybki. Niektórzy bioterapeuci ten sam zabieg wykonują stojąc z tyłu pacjenta i wodząc dłońmi wzdłuż jego boków, w tym samym kierunku od stóp do głowy i w dół.

Druga część terapii to zabieg, podczas którego pacjent stoi znów bokiem do terapeuty, ten zaś od pasa w górę prowadzi swoje dłonie ku jego głowie. Pociągnięcia odbywają się wyłącznie w jedną stronę, ku głowie. Czas trwania tej części zabiegu 3-4 minuty.

W parę minut po zabiegu aparat do mierzenia ciśnienia powinien wykazać wzrost ciśnienia.

zobacz rysunek

Ciśnienie krwi wysokie

W przypadku podwyższonego lub zmiennego ciśnienia krwi należy zabieg zacząć od oczyszczania ogólnego. Powinien on jednak trwać co najmniej o 5 minut dłużej. Ciśnienie krwi należy jednak obniżać stopniowo, by nie doprowadzać do zawrotów głowy. Ponieważ procedura opisana jest dokładnie w haśle „oczyszczanie ogólne”, już jej nie powtarzamy.

Obok tego istnieje jeszcze inny sposób regulacji ciśnienia. Polega on na oczyszczeniu czakry splotu słonecznego przedniej i tylnej, czakry pępkowej tylnej (meng mein) i czakry podstawy. Każdy z wymienionych punktów czyścimy ruchami zgarniającymi 30 razy. Jeśli pacjent odczuwa również ból głowy, dodatkowo oczyszczamy czakrę korony i potyliczną.

zobacz rysunek

Gorączka

Aby obniżyć temperaturę ciała, musimy oczyścić obie czakry splotu słonecznego (przednią i tylną). Wykonujemy więc 30 ruchów zgarniających najpierw z przodu, następnie z tyłu. Po tym zabiegu następuje dosyć gwałtowny spadek gorączki. Terapię należy zakończyć zasileniem energetycznym obu czakr. Lekko zgiętą dłonią celujemy palcami w splot słoneczny przez dwie minuty. To samo wykonujemy na czakrze tylnej.

Katar — stany zapalne zatok czołowych i nosowych

Dłonie ułożone równolegle nad twarzą pacjenta. Strumień energii z czakr palcowych terapeuta kieruje w okolicę nosa. Tak jak przy zasilaniu obie dłonie lekko zgięte wykonują ruchy poziome najpierw na wysokości brwi, potem niżej, aż do wargi górnej. Czas

trwania 1-2 minuty. Następnie wykonujemy oczyszczanie ruchami okrężnymi (spiralkami), na tyle szerokimi, że obejmują nos, oczy i czoło. Czas trwania około 5 minut. Terapię powtarzamy parokrotnie w ciągu dnia.

zobacz rysunek

Mięśnie — bóle, kontuzje, stłuczenia

Należy przeprowadzić miejscowe oczyszczanie i zasilanie bolącego miejsca. Już po paru minutach zabiegu większość pacjentów doznaje uczucia ulgi. Stłuczonego czy naciągniętego mięśnia nie powinno się przeciążać. Procedura jak zawsze — 30 ruchów zgarniających. Następnie 2-minutowe zasilanie energetyczne. Czynności powtarzamy co parę godzin, aż do zupełnego ustąpienia bólu czy obrzęku.

Moczenie nocne — częste oddawanie moczu

Zaczynamy od oczyszczania ogólnego, ponieważ moczenie u dzieci ma często tło nerwowe. Następnie miejscowo oczyszczamy czakry — płciową, pępkową przedmą, splotu słonecznego i podstawową. Procedura jak zawsze — 30 ruchów zgarniających na każdej czakrze. Potem zasilamy energetycznie wszystkie czakry po l minucie”. Na czakrach splotu słonecznego i płciowej możemy podwoić czas oczyszczania i zasilania. Terapie wykonujemy 3 razy w tygodniu, do uzyskania spodziewanego efektu.

zobacz rysunek

Napięcia — nerwice, stresy

Według chińskiej medycyny naturalnej są one spowodowane złym funkcjonowaniem czakry splotu słonecznego, niedoborem bądź nadmiarem energii w tych punktach (czakrach przedniej i tylnej). W tym przypadku stosujemy dwukrotne oczyszczanie ogólne, następnie skupiamy uwagę na czakrze splotu słonecznego i oczyszczamy ją miejscowo od przodu i tyłu. W celu uspokojenia pacjenta oczyszczamy również przednią i tylną czakrę serca. Następnie zasilamy przez l minutę czakrę sercową tylną. Zabieg powtarzamy 3 razy w tygodniu, w przypadkach koniecznych nawet częściej, aż do ustąpienia dolegliwości. Zabiegi bioterapeutyczne możemy łączyć z akupresura.

Oparzenia

W przypadku oparzeń należy wykonać oczyszczanie miejscowe chorego fragmentu ciała. Zabieg oczyszczania powtarzamy wielokrotnie. Gdy mamy do czynienia z oparzeniami bardziej rozległymi, dokonujemy również oczyszczania ogólnego. Szczególny nacisk kładziemy na rozmieszczenie energii. Ulga powinna nastąpić w ciągu 10-15 minut.

zobacz rysunek

Starość — opóźnianie jej procesów

Nikt przy zdrowych zmysłach nie usiłował jak dotąd zapobiegać procesom starzenia się organizmu. Ale spowolniać ten proces — tak. Naturalna medycyna posiada również środki pozwalające, mimo późnego wieku, pozostawać w zdrowiu i dobrej kondycji. U ludzi starych bardzo często źle pracuje czakra podstawy. To ona właśnie odpowiada za dopływ energii do układu mięśniowego i kostnego, zwłaszcza zaś do kręgosłupa.

Aby pozostawać w dobrej formie, nie cierpieć na licznie pojawiające się w starszym wieku dolegliwości, należy oczyszczać czakrę podstawy. Procedura wygląda następująco:

1. Oczyszczanie ogólne od głowy do stóp, z przodu i z tyłu, 2 razy dziennie.

2. Oczyszczanie miejscowe czakry podstawy, pępkowej, splotu słonecznego (przedniej i tylnej) i sercowej (przedniej i tylnej), również 2 razy dziennie.

3. Po oczyszczeniu czakr każdorazowo zasilamy je energetycznie przez dwie minuty, w sposób jaki opisywaliśmy już wielokrotnie.

4. Takie zabiegi stosujemy 2-3 razy w tygodniu. Terapii nie należy stosować w schorzeniach nowotworowych i białaczce.

Zaburzenia pracy jelit

Oczyszczamy czakrę splotu słonecznego, czakrę pępkową i cały brzuch. Procedura oczyszczania miejscowego — ruchy zgarniające 30 razy nad bolesnym punktem i całą płaszczyzną brzucha. Następnie przez 2 minuty zasilamy energetycznie czakrę pępkową. Istnieje także inny sposób regulacji perystaltyki jelit, stosowany zwłaszcza przy zaparciach. Rano, w pozycji leżącej, należy palcem wskazującym albo środkowym nacisnąć pępek umiarkowanie silnie i poczekać, aż pojawi się puls. Zabieg kończymy, gdy puls ustabilizuje się i będziemy wyczuwać jego miarowy rytm. Zabieg ten powtarzamy przez 10 dni.

zobacz rysunek

Zapalenie ucha

Ruchami zgarniającymi oczyszczamy obszar głowy (l minuta). Następnie rozmieszczamy energię ruchami od czoła do potylicy (również l minuta), po czym wykonujemy ruchy zgarniające od ucha do ucha (l minuta). Przez następną minutę kierujemy energię w stronę chorego ucha (palce ułożone prostopadle do małżowin usznych). Zabieg kończymy kręceniem spiralek nad chorym uchem (także l minuta). W sumie zabieg trwa 5 minut.

zobacz rysunek

Zmarszczki — zapobieganie i usuwanie

Bardzo prosty zabieg, który stosuje jedna z najsławniejszych bioterapeutek świata, Dżuna Dawitaszwili. Polecamy go przede wszystkim paniom, ale mogą go stosować także panowie.

Każdego ranka poświęć od 10 do 15 minut na bezdotykowy masaż okrężny obejmujący twarz. Dłoń prawej ręki lekko zginamy i rozluźniamy palce. Ruchy koliste wykonujemy zgodnie z obrotami wskazówek zegara. Dłoń oddalona jest od twarzy około 5 cm. Ten zabieg jest łatwy, lecz wymaga konsekwencji.

Jeżeli będziemy go praktykować przez miesiąc, efekty staną się zauważalne nie tylko dla nas. Masaż energetyczny wygładza naszą cerę i rozprasowuje zmarszczki. Jego zaletą jest i to, że nie boli nas głowa i oczy.

Ważną częścią tej terapii jest również życzliwość, dobroć, pogoda ducha, umiejętność wychodzenia ze stresu poprzez wybaczanie innym i sobie.

Komentarz » | Zdrowie

Zrozumienie i praca z częstotliwościami wibracyjnymi

Marzec 11th, 2010 — 2:28pm

Pewnego słonecznego dnia spacerowałam sobie po ulicach Brisbane. Była to połowa lat osiemdziesiątych. Intuicyjnie zdałam sobie sprawę, że muszę zgłębić temat wibracji i częstotliwości. Już wtedy miałam za sobą 15-letni okres regularnych medytacji. Praktyka przyniosła mi wiele znaczących korzyści. Gdzieś z głębi mnie przyszła myśl, że następnym ważnym krokiem w mojej „duchowej” podróży powinno być zrozumienie pasm energetycznych. Stało się to w momencie uświadomienia sobie faktu, że nasze 4 „niższe” ciała – fizyczne, emocjonalne, mentalne i duchowe -mogą być przyrównane do 4-strunowej gitary. Kiedy ciało bądź jego pole energetyczne jest dostrojone, nasze życie przebiega harmonijnie. W przeciwnym wypadku doświadczamy chorób i niezadowolenia. Zdałam sobie również sprawę z tego, że mamy wolną wolę, by świadomie dostroić się lub nie. Będąc świadomymi naszych ciał jako systemów energetycznych, otrzymaliśmy możliwość wyboru – stać się dostrojonym instrumentem i kreować życie zgodnie z naszymi życzeniami i potrzebami lub przyjmować to, co się nam przypadkowo trafiło.

Annalee Skarin w książce We Arę Gods (Jesteśmy Bogami) pisze: „Nauczcie się kontrolować wibracje poprzez kontrolę myśli, a posiądziecie klucze do Życia Wiecznego. Wieczna energia przepływa przez całą materię. Siła istnienia atomów całej ziemskiej substancji z ich wirującymi molekułami i elektronami jest ni mniej, ni więcej tylko wibracjami skumulowanymi w punkcie wolnej, ciężkiej, śmiertelnej istoty. Miejcie władzę nad wibracjami, a siła, by kontrolować ciało i energię materii, ostatecznie zostanie wam dana. Jest to klucz do kierowania Życiem wiecznym. Życie jest dla energii, a życie, Światło, miłość i energia są Wiecznymi elementami i wibracjami stworzonymi myśleniem.

Każda myśl wysłana w przestrzeń jest nigdy nie kończącą się wibracją przebiegającą przez świat, by przynieść nam z powrotem to, co wcześniej wysłaliśmy. Możemy kontrolować wibracje, które są przez nas wysyłane. Oznacza to, że możemy kontrolować nasze przeznaczenie. Nauka i religia mogą wreszcie podać sobie dłonie i ramię w ramię wkroczyć do duchowych królestw wiecznego postępu i szczęśliwości. Dzięki badaniom nauka osiąga Wyższe Zrozumienie. Dzieje się to poprzez całkowite zrozumienie elementów materialnych, które stapiają się w Światło, energię i wibracje. Religia natomiast dochodzi do tych samych wniosków .poprzez szukanie w duchowości. Istnieje jedna wiedza wyrażona na różnych poziomach intensywności i wibracji”.

W dalszych poszukiwaniach natrafiłam na książkę napisaną przez dr Normę Milanovich We the Arcturians (My Arkturianie). Oto jej fragment: „Odkryliśmy, że częstotliwość wibracji danej Istoty jest związana bezpośrednio z instrukcją, która kryje się w myślach, słowach i emocjach. Kiedy Istota wibruje na niższych częstotliwościach, pozwala to wielu innym formom energii zmieszać się z jej polem energetycznym i wejść w jej cykle. Kiedy się to dzieje, myśli mogą stać się niejasne, jakby pomieszane, co doprowadza do frustracji. W tym stanie Bycia Istota staje się bardzo zniechęcona i wpada w depresję. Stwarza to sytuację, w której poziom wibracji ma tendencje do pozostania na stałym niskim poziomie.


Kiedy ktoś przyspiesza swoją częstotliwość do prędkości Światła, rozpoczyna proces doskonalenia. Oznacza to, że Istota ma dostęp nie tylko do informacji znajdującej się w Uniwersalnej Świadomości, lecz również uzyskuje władzę nad dostępem do niej.

Proces; o którym mowa, staje się obecnie bardziej złożony, jako że się upraszcza. Jeśli Istota nie rozumie tej zasady, to może przechodzić poprzez cykle wyższych i niższych częstotliwości, które kierują jej świadomością. Dzieje się taić, ponieważ kontrolują to częstotliwości. Jeśli natomiast Istota odkrywa, że posiada władzę nad myślami w ramach poziomów częstotliwości, to może powziąć odpowiednie kroki, by upewnić się, że te wibracje zostaną utrzymane. Przyczyną, dla której wyższe częstotliwości chronią Istotę przed otrzymywaniem innych, niższych wibracji jest fakt, że Światło pochłonięte przez duszę jest nieprzenikalne. Kiedy Światło, które Istota ma w sobie, jest z rozmysłem przez nią zmienione w sposób, jaki ona uznaje za wzór świadomości, wtedy w ciele zapanują przemiana i spokój. W tym procesie przemiany Istota staje się skupiona, a wzorce energetyczne tworzą logiczną całość.


Podczas skupienia uzyskujemy dostęp do Uniwersalnego Kodu. Włączając się w tę częstotliwość, rozumiemy także inne wzorce częstotliwości. Dzieje się tak dlatego, że wszyscy jesteśmy jednością. W Jedności tej egzystencji możemy przesyłać i otrzymywać wiadomości i, co ważniejsze, w pełni świadomie stajemy się nadawcami i odbiorcami informacji”.

W Objawieniach Archanioła – Wzniesienie w 12 Wymiar Archanioł Ariel stwierdza: „Materia jest, jak to wiecie z trzeciego wymiaru, gęstością Światła. Kiedy następuje proces gęstnienia, tak jak w waszym świecie, osiągacie punkt, w którym materia znalazła się w maksymalnym oddaleniu od najczystszej formy Światła. W punkcie tym następuje tzw. winda – wzniesienie – i planeta zaczyna odwracać ten proces, co moglibyśmy nazwać powrotem do domu, czyli powrotem to Jednego punktu”. Za każdym razem kiedy planeta wznosi się, zmienia swój zakres częstotliwości,by stać się mniej gęstą i bardziej świetlistą. Proces ten postępuje w różny sposób w każdym przypadku.


W książce Mahatma l & 11 Brian Grattan mówi, że są 352 inicjacje od Zie¬mi do Źródła. Inne badanie także potwierdza, że istnieje 7 pasm, każde o 7 pod-poziomach (siedem do potęgi siódmej). Pierwsze można przedstawić jako siedem planów Układu Słonecznego obejmujących siedem podpoziomów znanych jako kosmiczne plany fizyczne. Przyjmuje się, że istnieje siedem planów kosmicznych: fizyczny, astralny, mentalny, buddyjski, atmiczny, monadyczny i logoiczny. Nasze plany Układu Słonecznego należą do przestrzeni fizycznej. Jeśli ukończymy te siedem podpoziomów, to przesuwamy się na niższy poziom następnego kosmicznego planu itd. Powoli zbliżamy się do Źródła. Mówi się, że jeden dzień Boga jest Jego wydechem i wdechem, które trwają 4 miliardy 300 milionów lat. Jeszcze ciągle zostało nam 1,2 miliarda lat do zakończenia wdechu. Wtedy cykl zacznie się od nowa.

Jest to interesująca koncepcja badana m.łn. przez teozofów. Dokładny środkowy punkt pomiędzy wdechem i wydechem został wyliczony na rok 2012. Owa data jest ostatnią w kalendarzu Majów, została również przepowiedziana przez Indian Hopi oraz wiele innych cywilizacji. Rok ten oznacza czas cudownej przemiany i przebudzenia się wielu ludzi do ich prawdziwej Boskości. W związku z tym, że wdech trwa krócej aniżeli wydech, całą sytuację można przyrównać do naciągania gumowej taśmy. Taśma rozciąga się maksymalnie i kiedy zostaje puszczona, to z niewiarygodną prędkością wraca do swojego poprzedniego położenia.

Ze względu na zmianę w częstotliwościach wibracji nasze hamowanie ma rów-nież wpływ na naszą koncepcję czasu. W konsekwencji nawet jeśli minęliśmy już punkt oznaczający połowę drogi czasu linearnego (12 nie jest połową 4,3), na tym odcinku czas przyspiesza i wzrasta prędkość oscylacji. Kiedy „starzejemy się”, czas wydaje się biec, ponieważ w odniesieniu do przeszłości mamy go mniej. Gdybyśmy mieli żyć 80 lat, to w wieku 8 lat zostałoby nam jeszcze 9/10 naszego czasu. W wieku 40 lat – pozostaje nam 50%. Zostało przekazane, że ze względu na zmianę częstotliwości oraz wyższy poziom wibracji nasze 24 godziny są tak naprawdę 16.

Rozmawiając o wymiarach albo planach [określenia te stosowane są wymiennie - przyp. tłum.] jako pasmach częstotliwości i zajmując się na kosmicznym planie fizycznym tylko tym „najwyższym”, siódme pasmo jest świa-domością wielowymiarowego doświadczenia, grupą wzorców tożsamości i zbiorowej pamięci. Jest też świadomością łączenia się w jedną całość – kiedy raz gęstość osiągnie masę krytyczną, wtedy podąża przez pryzmat (lub punkt wyjścia czarnej dziury) i zaczyna się nowa podróż w następne siedem pasm częstotliwości. Mówi się, że świadomość jednostki przestaje w tym momencie istnieć. Dzieje się to na planie ponad monadą, czyli Jam Jest. Siódmy wymiar jest czystym Światłem, czystym dźwiękiem, świętą geometrią, czystym wyrazem i tworzeniem. Jest to plan ostatecznego udoskonalenia.

Relacje z kontaktów z Istotami Światła opisują naszą planetę wibrującą obecnie na najwyższym poziomie planu astralnego. Jeżeli proces ten będzie kontynuowany; to wzniesie nas i jak mówi Archanioł Ariel – niższe wymiary zostaną „zawinięte w wyższe wymiary i przestaną istnieć”. Wymiary poniżej piątego znane są jako „niższe poziomy tworzenia”, a te pomiędzy 5 a 9 -jako Królestwo Umiarkowanego Tworzenia.

Szósty wymiar jest świadomością Chrystusa lub Buddy. To stan przejęcia od-powiedzialności za wszystko, a nie tylko za siebie. Tam zakotwicza się monadą. Zostało powiedziane, że jest to poziom świadomości, który istniał w Jezusie, kiedy został ukrzyżowany. Szósty wymiar zawiera matrycę dla kodu DNA wszystkich żywych istot. Składa się z koloru i dźwięku (tonu) i zawiera w sobie wszystkie języki światła. Jest miejscem, w którym świadomość tworzy myśl i gdzie podczas snu wędrujemy, by się uczyć i pracować. Istoty stamtąd są energią, lecz jeśli chcą, to mogą wybrać posiadanie ciała, jak w wymiarze piątym.

Wymiar piąty to plan eksperymentalnej świadomości „Ja” jako świadomości grupowej i nie jest związany czasem linearnym. Stanowi gęstość mądrości i pra-gnienia, aby dzielić się z innymi i łączyć w będące ponad duszą Wyższe Ja. Istoty będące w tym planie mogą przyjmować formę fizyczną, kiedy chcą. Plan piąty jest wymiarem Światła, gdzie wszyscy są Mistrzami, wielowymiarowymi świadomościami, całkowicie poświęconymi Duchowi i służeniu Woli Boskiej. Według Keys ofEnoch (Kluczy Enocha) piąty wymiar to następna „szata” dla Światła, w którą wstępuje nasza materia – energia ciała. Jest to charakteryzujące się mniejszą wagą ciało materialne z niejako przywróconym „podobieństwem” do Boga zarządzającego fizycznymi procesami, gdzie ludzkość trójwymiarowa będzie przeniesiona w celu zakończenia edukacji w tym świecie „obrazu i podobieństwa”.

Wymiar czwarty jest stanem nadświadomości i ponownej integracji tożsamości grupowej bez straty własnej tożsamości. Daje to możliwość łączenia się z rzeczywistościami wielowymiarowymi, charakteryzującymi się wieloma gęstościami. Jest to ostatnia gęstość wymagająca ciała fizycznego. Uznaje się, że czwarty wymiar znany jako świat astralny – jest oparty na emocjach. Jako że planeta i ludzkość ewoluują, stwierdzono, że wkroczyliśmy już w energię czwartego wymiaru. Wielu z nas przeszło poza świadomość trójwymiarową. Zbieżność harmoniczna przyniosła ogromne wyrównanie energii i podnosi częstotliwości wibracyjne zarówno planety, jak i istot na niej żyjących. Dnia 12 grudnia 1994 roku została otwarta brama, która pozwoliła na dalszy wpływ energii mający na celu spowodowanie wyrównania planetarnego. Te wpływy energii będą w różnym stopniu kontynuowane.

Wymiar trzeci opiera się na materii i wykazuje świadomość objętości i indywidualności. Wibracje tego planu tworzą iluzję oddzielenia i stąd pochodzi wyzwanie do indywidualnego przebudzenia. Pokazuje to ludzkości możliwość odkrycia, że jesteśmy raczej Istotami duchowymi próbującymi być ludźmi, a nie ludźmi próbującymi być Istotami duchowymi.

Wymiar drugi jest różnorodnością królestwa roślin i zwierząt, chociaż one także stały się doskonalsze w zakresie częstotliwości. Wynika to z powodu zmian w częstotliwości wibracji planety. W chwili obecnej zmierzają one do planu trzeciego. Drugi wymiar zwykle nie cechują samoświadomość i ego. Jest to świadomość, którą można przyrównać do linii.



Pierwszy wymiar stanowią minerały, woda, atomy i cząstki, tworzące podstawowe kody genetyczne. Ich świadomość jest punktem.


Kiedy Istota ewoluuje duchowo, ma to wpływ na jej częstotliwość wibracji i strukturę molekularną. Biorąc pod uwagę gęstość molekularną, Mistrzowie z Wyższych Wymiarów wyjaśnili, że pozostała w obrębie atomu przestrzeń pomiędzy elektronami, neutronami i protonami staje się większa, kiedy rozprzestrzenia się w niej Światło. To Światło jest także świadomością Istoty o jej wrodzonej Boskiej naturze lub źródle czystej energii. Kiedy Światło i świadomość wzrastają, rozprzestrzeniają się i wypełniają każdy atom, zmieniając jego częstotliwość lub poziom oscylacji. Gdy Istota poszerza swoją świadomość, wzrasta ilość światła w obrębie jej struktury komórkowej i staje się wielowymiarowa, tzn. zdolna przenosić się do innych wymiarów rzeczywistości. Jest to po prostu podnoszenie poziomu świadomości i „włączenie” kanałów.

Wiele godnych zaufania źródeł przekazu relacjonuje, że w miarę ewolu¬owania w stronę Światła, nasze DNA zmienia się, przystosowując się do tych zmian. Dąży to w kierunku rozwinięcia się w DNA 12 spirali. Przez 40 lat wpływ wyższych energii pozwolił ludzkości ewoluować szybciej, niż odbywało się to w ciągu ostatnich 3 miliardów lat. Jak wiemy, energie te są również odpowiedzialne za przyspieszenie czasu.



Nasze częstotliwości zmieniają także posiadane przez nas umiejętności. I tak np. telepatia, uzdrawianie przez dotyk, jasnowidzenie czy teleportacja stają się całkowicie naturalnymi zdolnościami. Będąc dostrojonymi instrumentami wykorzystującymi swój maksymalny potencjał, zaczynamy żyć harmonijnie. Przepełniają nas radość, łaska i magia. Nie możemy uniknąć tego procesu. Jest on konsekwencją ewolucji Ziemi. My również musimy się zmienić – wiedzieć o tym, co się z nami dzieje i – o ile tego pragniemy – z pełną świadomością to przyspieszać.

Dokładniejsze informacje i praktyczne techniki służące świadomej zmianie częstotliwości wibracyjnych zamieściłam w książce Sztuka Rezonansu. Najważniejsze wskazówki:
• najskuteczniejsza jest medytacja – praca z oddechem i Światłem; szczególnie, kiedy medytację wykorzystujemy do podniesienia ilości Światła w naszej strukturze komórkowej;
• ważny jest wybór paliwa i utrzymanie w dobrej kondycji ciała fizycznego; traktuj pojazd, w którym jesteś, jak porsche o najwyższych osiągach albo starego grata – wybór należy do ciebie;
• opanuj ciało emocjonalne i pamięć komórkową;
• opanuj ciało mentalne poprzez intencje, programowanie i dostęp do 4/5 mózgu, w których znajduje się wyższa świadomość;
• śpiewaj mantry, korzystając z fal dźwiękowych.

Proces dostrojenia się przynosi także silne wrażenie uzyskania wielu możliwości, co w praktyce rozumiemy jako tworzenie rzeczywistości poprzez sygnały przesyłane jako skupienia energii. Obecnie wiele osób, które zrozumiały prawa rządzące energią, wykorzystuje w praktyczny sposób ich zrozumienie. Odbywa się to raczej poprzez opanowanie umysłu i bycie zdyscyplinowanym w swoim myśleniu, aniżeli praktyczne obserwowanie zmian wydarzeń w życiu codziennym. Jest to czas przenoszenia do wiedzy komórkowej intelektualnego rozumienia naszych badań. Można to osiągnąć tylko dzięki wprowadzaniu tego w życie. Życie Światłem jest jednym z najpraktyczniejszych sposobów pokazania tego zrozumienia, ponieważ jeśli Istoty nie jedzą, to albo będą żyć, albo umrą. Praca, zrozumienie i stosowanie tej wyższej nauki dotyczącej światła gwarantuje, że nie umrzemy, jeśli pozwolimy Wewnętrznemu Nauczycielowi całkowicie utrzymywać nas przy życiu.

Komentarz » | Zdrowie

Back to top